Pokazywanie postów oznaczonych etykietą getto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą getto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Getto potem


czwartek, 4 października 2018

Drewniane chmury nad Waliców


Waliców 14 przechodzi obecnie rewitalizację. Kamienica słynie m. in.
z tegorocznego wpisania do rejestru zabytków oraz ze poety Władysława Szlengela.
Oprócz tego posiada najwęższe podwórko studnię na Woli — węższe od najwęższego poety Kereta, który podwórka nie posiada w ogóle, pomimo, że jest z Żelaznej.


poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wyjątkowość

 Z cyklu:  Spacery po żydowsku.


Drogi pamiętniczku! w niedzielnym Muranowie patrzyliśmy plenerową wystawę poświęconą Janowi Karskiemu oraz wyjątkowości holo©austu. Kilka dni temu, nieopodal, uruchomiono Karskiemu spiżową ławeczkę, więc plener z tej okazji zapewne.
Chcieliśmy też zajrzeć w muzeum, ale akurat mieliśmy spacerowy niezbędnik typowego warszawiaka — butelkę z benzyną, visa, tygrysa i granat zaczepny, więc nie przeszlibyśmy przez przyjazną, muzealną kontrolę pirotechniczną.
Dlatego na jednym ślizgu tematycznym spłynęliśmy w al. Świerczewskiego
i bez zbędnej fajerwerki podziwiliśmy wyjątkowość Wielkiej Synagogi
z papieru i sklejki.


piątek, 19 kwietnia 2013

Obchód

Mikrospojrzenie w dzisiejsze obchody powstania na Muranowie.


Główne święto było pod pomnikiem, tyłem do muzeum i tam poszły główne transsmisje. Ogólnie, poza gośćmi teleportowanymi na krzesełka pod pomnik, rejon obchodu był wyludniony; tubylców jak na lekarstwo, trochę dawców żonkili + multum milicji.


Liczyliśmy na marsz w Umschlagplatz, ale nie doliczyliśmy się w nim liczących postaci. Pani i pan prezydent postanowili na chodzonego nie obchodzić. Przemaszerowała tam grupka cywili, około 200 osób, z papierowymi żonkilami.


I to tyle. Ogólnie było smutno. Niebo oczywiście płakało.

Mżonkil

Rześko wstaliśmy rocznicową prawą nogą, z wielką wolą do Woli, Muranowa, do getta, do Muranowa i do Woli, z e-
nergią do Muzeum, Kładki i papierowe-
go wolontariatu, i do Muranowa, do Woli.

Z miejsca dostaliśmy jednak cios kwiatkiem w Gazecie, która przymocowała do swojej winiety gluta, miast żonkila.
Przecież to bardzo ładny projekt jest pani Heleny Czernek! Prosty, czysty, syntetyczny, w geometrii dawidowej, z "żet" w nazwie. Takiej ładnej syntezy teraz ze świecą szukać.
Tyle GW pisała o żółtych kwiatkach żonkilach, że sami daliśmy się zmar-
czedajzingować i sobie wycięliśmy kilka. Więc dlaczego Gazeta uchyla się teraz rąbkiem i przymocowuje rakiem winiecie ersatza? Czy użycie oficjal-
nego symbolu na "żet" stało się nagle czymś niestosownym?

A jeśli tutaj im się jakaś niezręczność pojawia, to mogliby chociaż lekko podciągnąć rocznicą swoje nieśmiertelne, mózgowe logo pt. Dziewięć Czerwonych Kropek; 

np. tak (zachowawczo) >  
lub śmielej >

Już nawet niebo płacze. Jak to potem mówią oraz piszą.

środa, 3 kwietnia 2013

Nowy porządek


Cześć. Uruchamiamy się na trochę, trochę spiskując.

wtorek, 24 lipca 2012

Fox cementarny > apdejt 2

Dzięki uprzejmości naszego sporadycznie cyklicznego koresspondenta podwodnego Clokworka Submarina możemy uściślić lisa spowązek! Możemy mu teraz detalicznie przyjrzeć w ślepka z anfasa i profila oraz ekscluzywnie, nieśpiesznie zlustrować mu bezruch!


Spotkanie CS-a powiodło się dwukrotnie na posąsiedzkim cmentarzu starozakonnych. 
Można iść w spekulację, że lis katolicki oraz powyższy stanowią ten sam egzemplarz, kursujący obecnie pomiędzy dwoma religiami z powodu braku mura, runięcia go wiosną.
Istnieje także możliwość, że lisa jest więcej, bo został przywleczony przez emigrantów wracających z robót w London, England.


Sensacyjne slajdy są autorstwa p. Clockworka Sub. 

Jednak od siebie, żeby nie być gołofoto, możemy zaproponować rudą wiewiórkę zamordowaną przed komendą MO na Żytniej (oczywiscie jeśli tylko ktoś ze słuchaczy już się namyślił, bardzobardzo tego pragnie i jest w pełni pełnoletnim).


środa, 20 czerwca 2012

gtwb 56 > stolica z oczami dzieciństwa

W dzieciństwach naszym podstawowym widokiem były zachody na zachodzie patrzone z północnego Muranowa. Obecnie, krajobraz mocno poszedł w górę z prawej strony. Wypiętrzył się w stronę arkadyjską.




Poza tym wszystko wydoroślało. Niektóre piaskownice popadły w zielsko, inne zostały opłotowane i skoncentrowane w obozy zabaw.
Zakazy, dyscyplina i schlud to motto współczesnego Muranowa.


Nasza ulubiona górka Mordechaja do jazdy saneczkowej stała się obiektem kultu, tuż obok, tam gdzie były huśtawki/drabinki, Żydzi zbudują hotel,
a na tyłach Umschlagplatzu toczy się wojna futbolowa.


I bądź tu Polaku mądry, nie bądź antysemitą i kibicuj klubowo.


czwartek, 10 maja 2012

Kot ze szmalcem

Zawiązując koci kącik, nawiązujemy do niedawnej sprawy z aleją.


Rychło wrócimy dalej.

czwartek, 23 lutego 2012

Zapomniany Pulitzer warszawski




Najbardziej niesamowite zdjęcie warszawskich wrzech czasów. Półliter, Worldpresfoto i Nobel w jednym. Niestety — mocno przemilczane. Natropione intensywnie; pierwszy raz zobaczone tutaj, lecz czapka na bakier nie raczyła była odpowiedzieć na pytanie o autorstwo. Poza tym, fotografia pojawia się jeszcze w kilku miejscach, lecz również bezopisowo.
Okazało się, że podstawowe źródło jest dość oczywiste — bank zdjęć BillGejtsa, czyli Corbis.

Autorem zdjęcia jest p. Reginald Kenny, fotograf agencji ACME.
W kwietniu '46 rejestrował Warszawę z okazji wizyty Herberta Hoovera, byłego prezydenta USA (w latach okupacji — założyciela organizacji pomocy dla Polski "Comporel").

Zatrzymanie w kadrze nastąpiło 3 kwietnia 1946. Widzimy dwie kościelne wieże — z lewej, św. Augustyna na Nowolipkach oraz, w oddali z prawej, św. Wojciecha na Wolskiej. Jesteśmy na upiornej planecie obserwowanej przez dziewczynkę w koszuli w kratkę i za dużych, zniszczonych butach.
Najprawdopodobniej, to tylko szybki domysł, miejscem obserwacyjnym mógł być dach szkoły przy Stawki/Niska (tam gdzie teraz jest Wydz. Psychologii UW); w takim przypadku stałaby dokładnie 52°15'8.13"N/20°59'26.51"E, ale może ktoś ma lepsza ideę.

Kim jest Reginald Kenny? czy instnieje więcej zdjęć z Warszawy? Pytania, na które byłoby warto znać odpowiedź. Na Corbisie są jeszcze 4 zdjęcia z Warszawy, w tym jedno dość znane, też niesamowite. Poza tym, znaleźliśmy tylko kilka fotografii Kennyego i informacyjną pustkę o jego życiu.
Drugą istiotą, która nam chodzi, to pytanie, kim jest dziewczynka? Możemożna się ją odszukać?.. Zdjęcie, które, naszem zdaniem, jest równie symboliczne jak fotografia-ikona Dżo Rosenthala z flagą na Iwodżimie, warte jest zdecydowanie większego zainteresowania i popularyzacji.

_________________
Także, BACZNOŚĆ! Jeśli ktokolwiek ze słuchaczy wie cokolwiek, zna/lub jest ta dziewczynka w koszuli w kratkę, prosimy o kontakt z redakcją w trybie interwencyjnym!

piątek, 12 listopada 2010

Apartament z widokiem na Umschlagplatz


Muranów walczący




niedziela, 7 listopada 2010

Dia de los muertos.

Dzień pierwszy. Przygoda pierwsza — z przyrodą.

1 listopada, redaktorki pojechały odwiedzić familię mieszkającą na Cm. wawrzyszewskim i zapalić niebieską lampkę. Wracając zwiedziły odruchowo wykop ciągnący się wzdłuż Wólczyńskiej. Znalazły:  dwie ciekawe cegiełki i wielką bryłę czegoś, co po pobieżnym oczyszczeniu okazało się gąsiennicą, zaś po dalszej identyfikacji trzema ogniwami gąsiennicy Panzer IV.


Pomimo, że redakcja z grubsza jest niezaskakiwalna to znalezienie kawałka niemieckiego czołgu w Warszawie 2010 jest jednak dość zaskakujące. Obok tłumy ludzi zmierzające na cmentarz, na przeciwko Leklerk a poniżej czołg.

Następnego dnia, redaktorki ponownie stawiały tam lampki i przy okazji poszły zerknąć, czy na Wólczyńskiej nie ma czołgu dalszego ciągu. Niestety, z lekkim żalem stwierdzono, że dół jest zasypany i czołg w nocy odjechał..



 DANE TAKTYCZNO-TECHNICZNE 

Taki sam typ gąsiennic — Kgs 61/400/120 — używało wiele faszystowskich pojazdów skonsumowanych na bazie Pz.Kpfw IV, np. Stug, Jagdpanzer, Hummel, Brummbär, itd, także może to być niekoniecznie pamiątka po Panzer IV. Np. Brummbär szalał po Warszawie w sierpniu 44, Stugi też.


***

Dzień drugi. Przygoda druga — Decoy.

2 listopada, w Todos Santos, redaktorki wybrały się także na cmentarz kalwiński, niosąc niebieskie światełko dla Kazika G.
Ze względu na to, że ostatnie piniądze z redakcyjnej kasy poszły na znicze, redaktorków skręcał dojmujący brak nikotyny (redakcja pozbawiona oparów dymu papierosa to żadna redakcja). Idziemy jednak twardo Młynarską, dumamy o braku dymu, myślimy o pustce w płucach. Modlimy się po cichu o hojność nałogowych ewangelików.

Wtem! — jak mawia Tytus — na chodniku pojawia się calutka paczka Winstonów!


O Wszyscy Święci! O Kazimierzu Gie! Aż na taką hojność nie liczyliśmy!
Mogliście co prawda wyczarowywać Kamelelajty a nie mentole, ale i tak Wasza cudowna przesyłka jest radością nieocenioną!
Natychmiast zapalamy fajkę, bierzemy pierwszego, głębokiego macha i dostajemy gwałtownego ataku kaszlu.. Z pośpiechu zapaliliśmy filtr. Bierzemy następną fajkę i.. to samo! Przyglądamy się uważnie papierosom. Okazuje się, że mają filtry z obu stron, właściwie to jeden długaśny filtr owinięty w bibułkę. Cała paczka to atrapa, złośliwy decoy, drwina z uzależnionych.
A już na skutek tego cudownego, odgórnego wstawiennictwa redaktorki chciały wrócić na łono..
Zabraliśmy je do redakcji jako cudu świadectwo.

***

Dzień drugi. Przygoda trzecia — burger.

Wieczorem poszliśmy w intrtesach na getto. Po uzupełnieniu zapasu nikotyny poszliśmy przy okazji spojrzeć w Muzeum Historii Żydów. 


Historia Żydów pnie się w górę, intrygując i ciekawiąc. Na tym etapie przypomina jeden z lewelów Quejka, co przyjęliśmy życzliwymi oklaskami.

Przy Pomniku Bohaterów Getta znaleźliśmy pożydowski artefakt — pohamburgerowe pudełko z pierwszej dekady XXI w. Wzięliśmy je jako egzotyczną ciekawostkę i kontrapunkt dla naszej kolekcji szczątków getta XX-wiecznego.



środa, 7 lipca 2010

Undercity

Wczorajszy wieczór nieoczekiwanie zakończony u moich dawnych sąsiadów
z ulicy Niskiej: dwa metry pod ziemią, w mieście, którego nie ma, choć jest.
Rozkopane jest moje szkolne boisko. Szkoły też już nie ma, a zamiast boiska ma być lodowisko.
Za to ponownie jest getto. Można znowu zobaczyć labirynt piwnic.
Jak kiedyś - gdy mały Astrowiktorek godzinami przesiadywał w wykopach grzebiąc w ziemi. Wtedy nie wiedział w ogóle co to/kto to są Żydzi i że grając w szmaciankę z kumplami biega im po głowach. (Może dlatego nigdy nie polubił gier zespołowych). Ulicę dalej - róg Karmelickiej/Lewartowskiego - było boisko zapasowe, tzw. "Gęsiówka". Astrowiktorek dopiero po latach - już jako w pełni ukształtowany socjopata Astrowiktor - załapał skąd wzięła się ta nazwa...

To tyle tytułem wstępu pod tytułem "Krecąca sie łza".
Zapraszam na wczorajsze przeźrocza.

Włala!




Ten betonowy sześcian z tajemniczemi symbolami
jest (póki co) zagadką. 
Przeszedł wszystkie rodzaje badań: młotek, obcęgi, piła lańcuchowa, palnik antygrawitacyjy, impuls Meyera... i nic! - nawet nie draśnięty! Jego struktura została nie naruszona.
Ale badania są w tradycyjnym toku i jak coś się okaże,
to to pokażę.


ps. Niebawem wyświetlę Getto z 2004 pod ulicą Marchlewskiego (to, o którym kiedyś wspomniałem, że zginęły mi zdjęcia a teraz się odnalazły fuksem na jednym forum).

sobota, 26 czerwca 2010

Tabliczka

Zwiedzając stare muranowskie śmieci można pokusić się o chęć spostrzeżnia bardzo uroczych tabliczek.
Kiedy już zostaną w pełni spostrzeżone można pokusić się nawet o wniosek, iż Osiedle Muranów powstało przed wojną, której nie było a Żydzi zamieszkujący te rejony przenieśli się do bardziej ekskluzywnych dzielnic..


Altanka

Ulica Nowolipie zyskała nowy, ciekawy obiekt turystyczny - obowiązkowy punkt programu wycieczek odwiedzających Muranów. Pochodząca z połowy ubiegłego wieku tzw. altanka jest przykładem typowej architektury magazynowo-utylizacyjnej, której przykłady można znaleźć nie tylko na Muranowie, lecz także w całej Warszawie.
Jednak ten obiekt jest wyjątkowy. Przestał już spełniać funkcje, do których został przeznaczony, oferując w zamian niezwykłe doznania estetyczne i zmysłowe.
Można go łatwo zlokalizować: jeśli wieją zachodnie wiatry poczujemy go już z Jana Pawła, jeśli ze wschodu, nasz nos nieomylnie doprowadzi nas do celu aż z Żelaznej.

Inicjatywa altanki w takim kształcie jest najwyraźniej oddolna, lecz bez udziału pobliskiej admininstracji An-Dom byłaby niezwykle trudna do zrealizowania.



Czy wiesz, że...?
Czy wiesz, że to niejedyne ciekawe miejsce tego typu na Woli? Altanka na Płockiej - ta, w której Citybank otworzył niedawno placówkę, ta spod której wyruszyła w świat lodóweczka - jest równie niezwykła i cieszy się ogromną popularnościa wśród okolicznych fanów rzeczy wyrzuconych. To miejsce jest także pod kuratelą An-Domu - spółdzielni z wizją.

sobota, 19 grudnia 2009

Tor śmierci




Na chwilę przed śniegiem wybraliśmy się z A. w poszukiwaniu miejsca gdzie tor z bocznicy na Umschlagplatz łączył się z torami kolei obwodowej. Z góry, na fotoplanie, tego nie widać ---> [link] , wydawało się, że ten tor mógł iść jakimś wykopem (żeby wyrównać różnice poziomów). Okazało się, że szedł górą - nasypem biegnącym równolegle do szyn kolei obwodowej. Tory łączyły się dopiero w okolicach ulicy Kozielskiej.
Na odcinku od Kozielskiej do Powązkowskiej szyny są zdemontowane. Za wiaduktem pozostał ich  kilkudziesięciometrowy odcinek.



Tor skręcał w kierunku Umschlagplatz mniej więcej w miejscu gdzie obecnie stoi mała stacja paliw, przecinał - nieistniejącą wtedy na tym odcinku Burakowską - kilometr dalej było już Getto..

Ten rząd topoli rosnących na południe od Burakowskiej, prawdopodobnie wskazuje dalszy odcinek, którym biegły szyny.
Ciekawe, w którym roku pojawiły się te magazyny stojące na narożniku Burakowskiej? Przy jednym z nich jest rampa. Wskazuje to na używanie tej bocznicy również po wojnie.


To te drzewa. W najdalszym planie - bloki osiedla Inflancka 
(zbudowanego w miejscu bocznic Umszlagplacu).


W tym miejscu jest jeszcze jedna pozostałość z tamtych czasów - opuszczona rampa przy torach kolei obwodowej. Znajduje się poniżej ul. Burakowskiej i ciągnie się od już wspomnianej stacyjki, aż do wiaduktu na Stołecznej. Nie wiem, czy miała znaczenie podczas likwidacji Getta, czy stąd również odchodziły transporty.. W każdym razie, wtedy tam była.
Z czasów maleńkości pamiętam, że wykorzystywano ją jako składowisko desek (był tam magazyn drewna, czy coś w tym rodzaju).


........

Wracając jeszcze na Burakowską.. Na placu firmy budowlanej znajdującej się na przeciwko rampy rośnie zdezelowana latarnia. Latarnia jest zapewne powojenna, ale jej typ (typ odpowiednio mroczny - przemysłowo-obozowy) zawsze działa na wyobraźnię. Poza tym tuż obok biegła droga bez powrotu..


Na przeciwko MPW, na Grzybowskiej, również można natknąć się na podobną latarnię.


Zaś autentyczne - okupacyjne - egzemplarze znajdziemy w Poznaniu, np. na wałach fortu I lub w zrujnowanej fabryce przy moście Starołęckim. W Poznaniu wszystko jest autentyczne.



To tyle z historii światła i mroku.