Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marchlewskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marchlewskiego. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 marca 2021

Blondynki Giorgio

bloody blanchette

Królica Elfów Karte Blanczett na przystanku, wiata, Stawki róg to drugie. Wieczór. Prawie noc. Prawie nic. Zimno, zimno. Rozbryzgany pomidor lub kanary. Usta na suwak. Ustawka.

czyt. hiorhio

wtorek, 18 lutego 2020

Golden cities, golden towns w czarnografii


53 piętra i ciemność. Biuro Chmielna wsadzone w miejsce budki warszatów Kolei Warszawsko-Wiedeńskich, będzie nawet wyższe niż Londyn. W rezultacie ma wyobrażać prostokąta. Obecnie większość biur wysokich to prostokąty przypominające Pałac Kultury bez nóżek.
Taka moda.

Jaskółkę niesie skrót Czarnego Kota do dwóch pięter. Już niebawem wszystkie biura i towery zostaną skrócone do tej samej wysokości. Sterczeć będą tylko pomniki; Szopeny i schody.



W związku z tym, na jednej z ogromu kondygnacji robotnicy z Ukranicy napisali bardzo dające myślenie memento: „Reie eiluleo”.   


Zapraszamy! Idźcie popatrzeć Chmielna 69, proszę.

sobota, 20 sierpnia 2016

Biedronki, które nienawidzą kobiet


Po serii ostatnich seansów, czarnych seansów, pomysłów na seanse i balów w Natitnanicu dzieje się to, co już dawno zapowiedziano: Biedronka wbija pazury w Feminę. I to na serio.
Tym razem nie spostrzegliśmy biało-czerwonego łopotu Polski Walczącej (jak na 7-miogrodzkiej). Rozbiórkowym biedronkom powiewa tylko słup
z plakatami "Miasta 44".


Od 1938 roku kino Femina było jakże ulubionym miejscem każdego widza. Widziało wojnę, okupację i przesunięcie kościoła na Lesznie. Miało kino
z al. Świerczewskiego i z al. Solidarności. Miało róg na Marchlewskiego
i JP2. Podczas seansów widzowie bali się, bawili i błagali. To tutaj redakcja spostrzegła swój pierwszy w życiu film: "Pojedynek potworów" (フランケンシュタインの怪獣 サンダ対ガイラ).
I od tej pory widzimy potwory.


czwartek, 4 kwietnia 2013

Wielkanocna kolęda z Muranów po Wolę.

Cyfryzacja obejmie Jajo, rowery, kładkę, florę, druty i śniew!
Jajo obejmie pamięć w alei, rowery płatną nonszalancję, druty uwydatnią sieć, kładka — krasnoludki. Ukażą się również bezpańskie bryły a na klatce ślady huczne.
Flora się z czasem zarumienia. Śniew zamiera zawieją.



wtorek, 14 sierpnia 2012

Last minuta


W ofercie dna Titanic Travel Polska.

(emisja dedykowana tegorocznym wczasom zdezorganizowanym; sponsorowana przez dwie literki "S")

poniedziałek, 14 maja 2012

Cenzurka


Ciężkie czasy zapadły nad lekką obyczajką, bo odprężające okienko Świerczewskiego róg JPII zakryło widoki.
Początkowo sądziliśmy, że zakryto najprostszą linia oporu — jakąś dyktą/tekturą czarną. Byłoby to nawet zabawne, lecz po głębszym wejrzeniu wyszło gorzkie szydło, że to telewizor.


No i wysiadujące w okienku panie, leco tera z windowsa na ekranie.

sobota, 7 kwietnia 2012

Cyganiątko


piątek, 6 kwietnia 2012

Lecznica


wtorek, 20 marca 2012

Powrót pieska-śmieszka


Tym razem we wiosennej odsłonie, odarty z myszy, otoczony wielokrotnie czymś na kształt dwuglutaminianu hemoglobiny embrionalnej na drucikach.

Wystawę mozna oglądać na Marchlewskiego w Galerii Rzeźby.

Sale


Nie wiadomo konkretnie do czego są te u pana Jedynaka sale, ale jednako minus 70 aż procent.
Językowo intrygujące w kazdym razie. Or not.

czwartek, 5 stycznia 2012

Combat Sixteen


Złożony rebus na wolskim brzegu JP2.

Oprócz lokalnej dumy, odczuliśmy dzięki niemu wiedzę o trzech strzałkach.
Nie wiedzieliśmy bowiem, że to znak antyfaszystowskich bojówkarzy
z niemieckiego "Eiserne Front".
I zupełnie nas to nie zdziwiło, że akurat Niemce tak strzałkują, bo wiadomo, że antyfaszyzm wyssali z mlekem matki. W dodatku "Żelazny front" działał
w latach 30-ych, gdy w Rajchu aż kipiało się od antynarodowych socjalistów.

Teraz symbol przejęła Antifa i maluje po ścianach w alei papieża Polaka.


Przy okazji mamy dla trójmasztowców małą wskazówkę: skoro kserujecie już niemal wszystko z tych, których nie lubicie, powinniście przejąć też przekaz numerologiczny, te wszystkie ahy 18 i hahy 88. Antyfaszystowskie afy 16 byłaby w sam raz.

C16

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Coś dla nastolatków

Czyli "Galeria wypieków" w al. JP2.
Kto się najbardziej zarumieni, dostaje bułkę i darmowy bilet do pobliskiego (Grzybowska 3) Muzeum Erotyki.*
Donosimy, bo wszyscy lubią neony (i dobre pieczywo).


__________
* już niedziałającego, niestety

Wejście Szatana

(albo wyjście; jak kto woli)


sobota, 15 października 2011

Piesek-śmieszek pasterski


Zza wystawowej szyby mignęły nam wczoraj "myszy", wystawione w galerii rzeźby (al. JP2 36) i spojrzeliśmy nie tylko w pustkę, i w biegające po ścianach stado gryzoni, lecz — tak! to prawda! — w kolejnego śmiesznego pieska! To już trzeci śmieszny piesek na froncie. Czyż to nie wspaniale?
_____________
(jak tylko redakcja zorganizuje kota, wyrzeźbi pełniejszą sesję).

poniedziałek, 3 października 2011

20. Międzynarodowa Bitwa Warszawska

(3D)

piątek, 16 września 2011

Wspólnota


Wspólnota, w którą można patrzeć od paru miesięcy na rogu JP2
i Solidarności. Oczywiście można też w niej uczestniczyć od wewnątrz,
ale trzeba wtedy za to płacić.
Klub dla dżentelmenów Plejhaus lekko amsterdamizuje Wolę i,
nie ukrywamy, że jest to całkiem przyjemnie nieprzyzwoity wizerunek.


Kącik poboczny typu  CZY WIESZ, ŻE?.. 

Że właścicielem rozpusty jest firma Fresz Ventures — stołeczny potentat relaksacji i wytocznik pozwów o plagiat (pozew sprzed 2 lat o logo Fresh Pleja telefonicznego stoczył się na panewce) oraz tegoroczny finalista przetargu na wolską perełkę — budynek Wytwórni Łańcuchów Rolkowych Stanisława Kubiaka przy Hrubieszowskiej.
Ponieważ akcja dzieję się na Woli, to powyższe targi skończyły się popisem biurowego mroku i awanturą.
Niesamowite, że urzędnicy ZGoNu unieważnili przetarg, bo dowiedzieli się o istnieniu roszczeń do działki dopiero po jego roztrzygnięciu, a sami — czarno na białym, dokładnie po literce — umieścili to zastrzeżenie w opisie przetargu ("W stosunku do działki ewidencyjnej nr 21 [...] toczy się postępowanie dotyczące przyznania prawa użytkowania wieczystego
do gruntu"). *


Dzielnica miała ambitny cel, bo obszar, na którym znajduje się fabryczka "zajduje się w strefie śródmieścia funkcjonalnego" i jest przeznaczony m. in. na inwestycje "celu publicznego, które w połączeniu z zabudową mieszkaniową będą ogniskowały zycie społeczne metropolii warszawskiej", zaś konkretnym celem Hrubieszowskiej 9 miała być "działalność w zakresie kultury i usług towarzyszących", czyli "usługi z zakresu: kultury, wypoczynku, oświaty oraz sportu
i rekreacji".
(w cały opis przetargu można zagłębić się w pdfie tutaj lub tutaj).

W sumie, nie wiadomo, czy Freszwenczersi zrobiliby od razu Kubiakowi gołgoła (w końcu posiadają też 2 kluby muzyczne). To tylko domniemnie przegranego oferenta. W każdym razie profil dzialalności spółki leży bliżej, wyżej cytowanych, usług towarzyszących, sportu i rekreacji, niż filozoficznej kultury w wydaniu Jadłodalni.
Wizja amsterdamska jest kusząca i perspektywa pań na wystawie za 12 zl 41 gr za metr byłaby miła dla oka, ale ogniskowałaby życie społeczne tylko wąskiego wycinka metropolitalnych konsumentów. Berliński styl Wysockiego jest jednak o wiele bardziej przystępny.


A najbardziej magiczny wolski budynek gnije dalej i (ze względu na cenną lokalizację) za jakiś czas ktoś zamiast procesu wytoczy Tempusa Fugita
i będzie po problemie.

Kasakasakasakasssa. Mmoney.

_________________________
* Urzędnictwo mogło też spytać człowieka, który przez ostatnich kilka lat wynajmował od nich budynek , nota bene, procesując się z nimi non-stop (i — co istotne
— z popaciem spadkobierców Hrubieczowskiej 9).

Historycznie, fabryczka na Hrubieszowskiej jest porozświetlana z każdej strony (wystarczy tylko włożyć gogle lub odwiedzić Marcina cytującego foto z Arch. Gabarytów z 4 VIII '39), także puścimy tylko jej reklamę
z 1929 r., start!


piątek, 7 stycznia 2011

Ostatni tips


środa, 22 grudnia 2010

Kebab

Przykład, który co prawda kółek nie zatacza, ale rownież zatrzymuje
i uruchamia radość: kebabia witryna w Al. JPII!

Tak to wygląda w oryginale, poproszę o slajd..


.. Dziękuję.

Teraz nastąpi szybkie, leciutkie pchnięcie w stronę, którą powędrowaliśmy podczas konsumpcji witryny.

Proszę o kolejne przeźrocze.


Dziękuję bardzo.

Naszym zdaniem, oryginał jest jednak wystarczająco przekonywujący.

*

Smacznego!


poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Jajo

Kończąc gorączkę sobotniej nocy nastąpiło przemieszczenie powrotne wzdłuż Jana Pawła i spotkanie z wielkim kamiennym jajem. Nie wiedziałem o jego istnieniu, choć to moje rodzinne strony. Jajo pojawiło się podobno w zeszłym roku przed Wielkanocą i jest pomnikiem upamiętniającym datę i godzinę śmierci Jana Pawła II, papieża Polaka.

Pomnik zaprojektował, oszlifował i rzetelnie wygładził do organicznego finału pan rzeźbiarz Marek Moderau za sumę 25 tys. złotych. Jajo przypomina swoim kształtem jajo, lecz można dopatrzyć się w jego formie również fascynacje artysty stylistyką wczesnych maków z serii gie.

Mikromonument zlokalizowany jest na trawniku pomiędzy ścieżką rowerową a Pawiakiem. To tuż obok, gdzie nie wiadomo, czy wyjechał spod arkad, niedawno prezentowany rowerzysta K. Gawronkiewicz (wraz z osobą towarzyszącą).
Pomimo swego przyjaznego dla rowerzystów - pozbawionego kątów prostych - kształtu pomnik wzbudza dość duży niepokój, szczególnie nocą. Stawia także znaki zapytania i skłania do zadumy.

W sumie dobrze, że stoi/leży po śródmiejskiej stronie eks-ulicy Marchlewskiego bo na Woli by się nie sprawdził - jest za mało praktyczny - nie ma w nim nic co dałoby się wymontować i zanieść do najbliższego skupu złomu. Z tych samych powodów nie przyjąłby się też w Poznaniu. Pomnik z nie działającym zegarem byłby dla poznaniaków bezużyteczny.




Bardzo lubiłem Karola Wojtyłę i szczerze mi go tutaj brakuje. Szczególnie teraz, gdy "Kościół nie opowiada się po żadnej ze stron konfliktu". Papież powiedziałby dwa zdania i ruch na Trakcie Królewskim byłby udrożniony w ułamku sekundy.
No, ale go już nie ma..
Za to w alei jego imienia podrzucono jajo.


pst, pst! Znalazłem w GW z 2009 artykuł, który podobnie opisuje to zjawisko. Przy czym należy zachować daleko idący dystans, bo Wyborcza podobno kłamie.
Tylko ja podobno nie kłamię, więc proszę to wziąć pod uwagę.



czwartek, 20 maja 2010

Akcja XXXI (o przedwojennej W-wie)

Szukałem zdjęć z remontu al. Jana Pawła z 2004 roku, ale gdzieś się ukryły (zdarty asfalt na całej długości, pod spodem getto..). Za to po południu odkrył mi się podobny obraz pod domem: robią jakiś remont i koparka wydobyła na powierzchnię roku 2010 skrawki świata, który był tu wcześniej.
Jedna z cegieł była ostemplowana inicjałami cegielni (lub jej właściciela). Bezpośredni dotyk tragicznej historii adresu pod którym sobie rezolutnie i beztrosko żyję.

Prawdziwa Warszawa leży (niestety) pod Warszawą. Pod ziemią.



Zacytuję OCR-owo, copy-pejstowo zeznania mieszkańca domu Płocka 25, złożone 2 lata po wojnie a dotyczące pierwszych dni sierpnia '44.

[Achtung! Wstawiam mikroczcionkę, żeby nie przedłużać posta i czasu nie rozciągać. Zainteresowani tym txtem mogą go powiększyć np. copy-pejstowo]

Dnia 29.IV.1947 r. w Warszawie COKBZN H. Wereńko przesłuchała niż. wym. świadka. Świadek: WŁADYSŁAW PEC ur. 23.I.1900 r., kontroler MZK, zam. w Warszawie, ul. Płocka 31.
W czasie powstania warszawskiego 1944 r. mieszkałem w Warszawie przy ul. Płockiej nr 25. W dniu 2 sierpnia 1944 r. bardzo rano na rogu uL Wolskiej i Płockiej ludność na rozkaz powstańców wzniosła dużą barykadę. Już około godz. 11-ej wyjechały czołgi niemieckie z ul. Bema, atakując barykadę. Następnie obsługa czołgów w ubraniach lotniczych wypędziła wszystkich mężczyzn z dużego narożnego domu przy ul. Płockiej i Wolskiej i pogoniła ich do rozbierania barykady na rogu ul. Wolskiej i Płockiej, a później do dalszych barykad przy ul. Chłodnej i Żelaznej. W grupie tej był zabrany Teofil Leopolczyk zam. w Warszawie, ul. Płocka nr 31. W dniu 3 sierpnia 1944 r. rano wpadły na ul. Płocką oddziały żandarmerii i Kałmuków. Z domów nr 23, 25, 31 przy ul. Płockiej wypędziły mężczyzn zabierając ich do rozbierania barykad, kobiety z dziećmi pogoniły do kościoła św. Wojciecha. Nie wszyscy wtedy wyszli, ja np. zdołałem się ukryć. Kobiety w kościele nie były strzeżone i przeważnie powróciły do domów wieczorem. Na ul. Płockiej zajął pozycję oddział Wehrmachtu, który pozostał do dnia 4 sierpnia 1944 r. do godz. 10-ej. Przed odejściem żołnierze wypędzali ludzi do kościoła św. Wojciecha, lecz nie robili tego energicznie.
O godz. 10-ej oddziały Wehrmachtu wycofały się, a na ul. Płocką wkroczyły ponownie oddziały żandarmerii i Kałmuków. Dały się słyszeć wszędzie wołania „raus", po czym serie z rozpylaczy. Ja przebywałem w piwnicy domu przy ul. Płockiej nr 25 i orientując się, iż w domach nr 25, 23 i 31 odbywają się masowe egzekucje, zdołałem uciec do fabryki makaronów przy ul. Wolskiej nr 60 dzięki temu, iż fabryka przylegała do naszego domu. W piwnicy fabryki makaronów zastałem zwarty tłum ludności cywilnej, w większości kobiet i dzieci.
W dniu 5 sierpnia 1944 r. około godz. 12-ej Niemcy podpalili fabrykę makaronów, zaczęło w piwnicy robić zbyt gorąco, ludność cywilna wyszła w liczbie 57 mężczyzn i nieco więcej kobiet z dziećmi. Ja i 10 mężczyzn ukryliśmy się jeszcze w piwnicy, po chwili jednak żandarmi przeszukujący piwnicę wykryli nas przy pomocy psa i wyciągnęli na podwórze. Zobaczyłem stojący na środku podwórza tłum, do którego Niemcy myszkujący po terenie doprowadzili schwytanych kryjących się ludzi Koło bramy stał na nóżkach karabin maszynowy. Dowodzący oddziałem oficer żandarmerii kazał rozdzielić mężczyzn i kobiety. Nadszedł starszy rangą oficer żandarmerii i przez 10 minut naradzał się z oficerem dowodzącym grupą, po czym kazano kobietom wyjść na ul. Wolską i iść do kościoła św. Wojciecha.
Moja żona, która wyszła w dniu 4 sierpnia 1944 r. przed godz. 10.30 na rozkaz Wehrmachtu do kościoła św. Wojciecha (dzięki czemu ocalała), przebywała w tym czasie w kościele. Wiem od niej, iż grupa kobiet z fabryki makaronów do kościoła św. Wojciecha nie doszła i nikt z tej grupy dotąd się nie odnalazł. Od Polaków zatrudnionych przez Gestapo przy paleniu zwłok na Woli dowiedziałem się, iż grupa kobiet i dzieci z fabryki makaronów (ponad 60 osób) została rozstrzelana tego samego dnia naprzeciwko kościoła św. Wojciecha na placu, w miejscu gdzie obecnie stoi krzyż.
Po odejściu kobiet z podwórza nam mężczyznom kazano stanąć pod parkanem murowanym z rękoma podniesionymi do góry, potem nastąpiły salwy z karabinu maszynowego. Strzelający celował w głowę. Otrzymałem postrzał w prawą rękę w okolicy kostki. Świadek okazał, iż na prawej ręce od strony dłoni długości około 15 cm posiada bliznę, szerokości do 5 cm. Zalała mnie krew z podniesionej ręki i upadłem. Gdy salwy i jęki ucichły, usłyszałem pojedyncze strzały. Żandarmi chodzili pomiędzy trupami, trącali leżących nogą, sprawdzając, czy kto jeszcze żyje, po czym dobijali pojedynczymi strzałami. Plac był otoczony żandarmami, egzekucję dokonywała około 6 żandarmów, z których jeden obsługiwał karabin maszynowy.
Po pewnym czasie leżąc z twarzą zakrytą okrwawioną ręką usłyszałem gwar od strony ulicy, potem salwy, jęki, błagania o litość i pojedyncze strzały. Zorientowałem się, iż przybyła nowa grupa do rozstrzelania. Potem przyprowadzono jeszcze pięć razy grupy do rozstrzelania, przywaliły mnie dwa trupy. Egzekucja trwała do godz. 18-ej z przerwami na dobijanie i doprowadzenie coraz nowych grup. Leżąc przykryty własną ręką i trupami nie zorientowałem się, skąd przyprowadzono nowe ofiary. Z ilości strzałów sądzę, iż doprowadzono za każdym razem nie mniej niż 25 osób.
Leżałem nad trupami bez ruchu bez ruchu (bojąc się dobicia) aż do godziny 12-ej w nocy. Potem, ze względu na to, iż panowała cisza, wyczołgałem się z fabryki makaronów do domu przy ulicy Płockiej nr 25, który stał w płomieniach. Czołgając się widziałem, iż w miejscu egzekucji są tylko zwłoki mężczyzn. Razem wtedy ze mną ocalał młody chłopak Szymański, który obecnie mieszka gdzieś na Woli. Szymański nie był ranny, ocalił go niski wzrost, wobec tego, iż żandarm mierzył w głowę.
Nazajutrz zobaczyłem na podwórzu naszego domu, że leżało jeszcze 4 czy 5 zwłok lokatorów domu. Pozostali zostali rozstrzelani na placu przed domem nr 23 razem z lokatorami domu nr 23. W dniu 6 i 7 sierpnia 1944 r. kolumna robotników z ul. Sokołowskiej uprzątała zwłoki z ul. Płockiej i fabryki makaronów paląc je na terenie fabryki makaronów, potem słyszałem, iż z tego terenu znieśli około 4000 zwłok.
Ukrywałem się z kilkoma mężczyznami (którym udało się umknąć egzekucji) na ul. Płockiej aż do 12 września 1944 r., kiedy z powodu braku wody byliśmy zmuszeni wyjść na ulicę, wtedy ujęli nas Niemcy, odprowadzili do kościoła św. Wojciecha, skąd odesłano nas do obozu przejściowego w Pruszkowie.

Członek Okręgowej Komisji
p.o. Sędzia (—) H. Wereńko (—) Wł. Pec

* * *

Z remontu al. Jana Pawła/Marchlewskiego wcięło zdjęcia, ale został fragment marmurowej tablicy z hebrajskimi napisami i z bardzo podejrzanymi przebarwieniami.. (mam nieustanny zamiar dać ją do zbadania, ale nie mam pomysłu gdzie robią takie analizy)



* * *

Niebawem na froncie: 
Kolekcja warszawskich cegieł i wolskich pożarów oraz kolejny nieznany wolski ringstand. Stej tjuned!