Pokazywanie postów oznaczonych etykietą faszyzmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą faszyzmy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lutego 2021

historia, rzeczy, rasa

rasa

Czekając na swoją kolej. Urząd Pocztowy Warszawa 42 (Wolska 56). 

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Smacznego lajka


sobota, 30 lipca 2016

Ofiarom napięć

Obcy

środa, 2 grudnia 2015

W tonacji pis-moll

.. czyli przegląd nowości rynku prasy bibliotek cyfrowych:

> lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika łazęgi po regionalnych bezdrożach w rytm marszu Szopena.


+ delegatura południowa:


> śpiewnik:


> poradnik elektryka-turysty:


> tygodnik fanklubu Wieszcza:


+ delegatura wschodnia:



Znaj li ten kraj & język pradziada!
––––––––––––––––––––
Wszystkie tytuły dostępne w czytelni JBC: 
- Nacjonalista Mazowiecki
- Nacjonalista Radomski
- Głos
- Jedna Karta
- Narodowy Socjalista
- NS pracujący

sobota, 3 sierpnia 2013

Prądzyńskiego 6/8 > Kotły Borensztädta

Zatkało nas po kolejnym numerze generała Pe, ale wracamy..


W maju — tam gdzie w Prądzyńskiego wlewają się nurty Brylowskiej, Sławińskiej i Kolejowej, tam gdzie rodzima skromnota umiejętnie połączyła się z zachodnioberlińskim modernizm — tam właśnie odeszło Woli wyjątkowe miejsce..


I wtem jesteśmy już na antenie I Wojny Światowej, gdzie wielu Polaków jest demontowanych do Rosji! Część z nich w obawie przed Niemcami, inni przymusowo. Na wschód unoszone są całe fabryki z personelem. Z Woli pojechał m. in.: z Dworskiej Gerlach i Pulst, "Parowóz" z Kolejowej, z Bema Lilpop, Rau i ten trzeci. Centrami polskiej emigracji stają się Charków, Petersburg i Moskwa. Gdy w Rosji wybucha rewolucja, a w Polsce wybija się Polska, większość rodaków wraca. Gdy zaczynają się repatriacje, tylko nieliczni decydują się zostać Nowotkami i Dzierżyńskimi.

Jedną z osób, która wróciła z Petersburga był Władysław Borensztädt — lewicowiec, członek SDKPiL, działacz emigracyjnego związku polskich kolejarzy — który po doznaniu rosyjskiej rewolucji szybko postawił na polski kapitalizm i na ul. Prądzyńskiego założył fabrykę kotłów
i urządzeń sanitarnych.
Tak pokrótce zaczyna się skończona historia adresu Prądzyńskiego 6 (1924 — 2013).

W 1925 r, pan Borensztädt wyrasta tam fabrykę i dom, a dekadę później dobudowuje prostopadle dom większy, modernistyczny.


Przez całe między wojnami rozgrywają się tam nierdzawe kotły.
Firma prężnieje, przekształca się z p. Artysiewiczem
w spółkę, wzbogaca wachlarz sanitariatów: dzieją się kaloryfery, kuchnie, rożne rurki, pałączki, kanalizacyjne złaczki.Borensztädt zdobywa klientelę i medale, .scala hermetyczne środowisko Zrzeszeniem Kotlarzy Miedzi; produkty komplementuje prasa.

Gdy następuje wojna nr 2, fabryka toczy się dalej, tyle że wytwarza już "Sanitäre Anlagen".
W okolicy szaleje krwawy żandarm Karl "Panienka" Schmalz, a z wnętrza kamienicy Prądzyńskiego 6 — jak informuje nasz terenowy koresspodent — "dochodzą wesołe śpiewy i pijackie pohukiwania niemieckich oficerów".

Przyhaltujmy się na chwilę przy postaci krwawego "Panienki". To komen-
dant posterunku żandarmerii kolejowej na Dworcu Zachodnim, chłopiec ponadprzeciętnej urody i o odrażającym charakterze. Terroryzował całą kolejową okolicę, walczącą z okupantem m.in. kradzieżą węgla. Za kradzież kilku bryłek bahnschutz Schmalz zabijał na miejscu. Na Prądzyńskiego 6 zastrzelił na oczach rodziny p. Marczaka, ojca sześciorga dzieci, błagającego na kolanach o litość.
"Panienka" był na tyle dojmujący, że pod koniec 1943 r. zatroszczył się o niego Kedyw w specjalnie dedykowanej akcji (pisał o niej Wł. Bartoszewski
w "Stolicy" 46/1956, Bratny w "Kolumbach", wersja filmowa jest w 2. odc. "Kolumbów" Morgensterna, zaś nasz korespondendt odmalował terenowo alternatywną wersję finału: — Po prostu zajebali skurwiela, jak psa. Normalnie, kolbami go zatłukli).*



Wracamy w fabryczny kocioł Borensztädta. Po wojnie bulgoczą tam już dwa młodsze pokolenia — syn Władysława Tadeusz oraz wnuki: Bożena, Robert
i Roger. Fabryka kotłów zostaje zredukowana do warsztatu kotlarskiego (przekształconego płynnie w latach niedawnych w firmę szyjąca kabury dla policji), druga żona Tadeusza — Lidia — prowadzi sklep spożywyczy, a na tej samej posesji, ale pod odrębnym adresem (Prądzyńskiego 8), Robert Borensztädt ma warsztat samochodowy. Gdy po '45 roku pod wprowadzają się nowi lokatorzy, małą knajpkę otwiera tam niejaka Radoszowa.

Nie znamy dokładnej daty, kiedy rodzina Borensztädtów sprowadziła się
do Warszawy. Najwcześniej w księgach pojawia się Borensztädt Edward , urzędnik rządowy (w 1870 r.). W następnych latach można to nazwisko spotkać nielicznie w różnych miejscach na Pradze, Śródmieściu czy wreszcie na Woli. Wg. aktualnych danych w całej Polsce żyje tylko kilka osób, które
go nosi (i wszyscy w Warszawie).
Długą obecność na Prądzyńskiego rodziny o nietypowym nazwisku zakoń-
czyła sprzedaż za gotówkę w konto i buldożer. Adres (wraz z warsztadtem) zwinięto w niecały tydzień . Teraz ma tam powstać "kameralny budynek"
o sześciu piętrach i adresie Brylowska 2.
Bardzo na przykro, bo zawsze lubliśmy lubić to miejsce.


Z ciekawostek turystycznych można jeszcze wymienić:
a. Dwa niestniejące tobruki tuż obok (jeden tuż przy warsztacie samochodo-
wym i skrzyżowaniu z Brylowską, drugi po przeciwnej stronie; oba bunkry wysadzono w l. '60).
b. Nieistniejącą pętlę przedwojennych tramwajów w ujściu ul. Tunelowej
w Prądzyńskiego (stąd dość podejrzanie rozległy kształt owej delty);
Pętla "Czyste" istniała od 1938 do 1944 r. i sięgały do niej: 5-ka z 15-tka oraz jedynka + 14-ka (podczas okupacji); po wojnie szyny z odcinka Brylowska-Tunelowa zasiliły tramwaje na moście Śląsko-Dąbrowskim.

_______
* Opowieść o akcji na "Panienkę" miała być motywem przewodnim naszego cyklu — szumnie ongiś zaaapowiadanej — "Grupy Rekonstrukcyjnej Filmu Wojennego" (przepraszamy, ale utknęło w pomroce nabieżających niusów).

A dla chcących ponieść ciekawość wzrokową — slajdy rozbiórkowe naszego reportera na wysokościach.
Vuala!


wtorek, 23 lipca 2013

Firery lipcowe


 +  z okazji okrągłej rocznicy, zagadka:

wtorek, 25 czerwca 2013

Spodlasie



i otrząsa się z szoku, malując na murach azjatyckie symbole szczęścia.


Ponieważ w sprawę włączył się prokurator generalny i szykuje się ponowne śledztwo, przychylamy białostockiemu prokuratorowi Dawidowi istotny przyczynek do dziejów szczęścia. Jak już pomroczyć to na całość. Szczęścia trzeba bronić!


Przy okazji, zapraszamy białostoczan na promocję ich azjatyckich symboli
na ulicach Warszawy. Na przykład na Wolę. Tam ulica im wytłumaczy
to i owo.
Swastyki bojówek hitlerowskich pochodzą z Polski. BERLIN, 21. 8. Prasa republikańska z wielkiem zadowoleniem i ironią opowiada groteskowo brzmiący fakt, a mianowicie, że o ile chodzi o własna kieszeń, to hitlerowcy zapominają o patriotyźmie i rasowej nienawiści. Mimo antysemityzmu i antypolskiego nastawienia, narodowi socjaliści zamówili emblematy partyjne w kształcie kanciastego krzyża w Polsce, w żydowskiej fabryce Jabłońskiego w Poznaniu. Zamówienia dokonywane byty już od dłuższego czasu przez oddział Hitlera w Gdańsku, skąd odznaki te wysyłane były do Niemiec i rozchodziły się w całej Rzeszy.

sobota, 1 czerwca 2013

Fakju ZDF!


Dość szybko, bo już w kwietniu w wypożyczalniach typu Exsite czy PEB pojawił się tryptyk heroiczny niemieckiej telewizji publicznej ZDF pt. "Unsere Mütter, unsere Väter" ("Nasi matki, nasi ojce").

Jak na film o prowokacji gliwickiej ogląda się go szalenie wartko i wciąga-
jąco. Skręcony został w znanym i lubianym w kinwoju stylu — przetartym przez Spielberga "Szeregowcem" i "Kopalnią braci", który formułę tą odpisał z hitlerowskich kronik "Die Deutsche Wochenschau", itd. itepe.


Teraz treść. FAKJU ZDF!
Jak można rozpowiadanie w tak miłych okolicznościach kamery, z takimi miłymi Niemcami, z takim niemal współczuciem dla nich i zrozumieniem dla ich przygody, z takimi fajnymi mundurami i z taką ładną strzelanką obrócić w opowieść o niedobrych partyzantach z AK?
No, jak tak można?!

Jak można pokazywać Krajową Armię jako bandę wioskowych przygłupów, którzy zajmują się przede wszystkim nienawidzeniem Żyda, polowaniem na Żyda i rozprawami nad arcypolskością bigosa? Przecież akowcy byli równie tolerancyjni i pacyfistyczni jak ich niemccy koledzy. W dodatku było im trudniej, bo byli podziemni.

Jak można było z dowódcy partyzantów zrobić hipisa-poetę, kolekcjonujące-
go amulety z nieśmiertelników po zabitych żydowskich żołnierzach? Dlaczego nie pokazano jego kolekcji alufelg i radyjek samochodowych?
Jak tak można?!

Dlaczego partyzanci mają takie wielgachne napisy AK na opaskach? Dlaczego nie pokazano neonów AK, które jak wiadomo każdy partyzant mocował na rogatywce, idąc na akcję?

No i jak można było tak pokaleczyć piękny polski język, wychodzący z dziel-
nych partyzanckich ust? No, jak? Przecież po to były zabory, abyśmy nie dali pogrześć mowy! Akowcy z niemieckim akcentem brzmią niewiarygodnie! Można by pomyśleć, że to oddział złożony z samych folksdojczów i niemiec-
kich antyfaszystów, a takiego stanowczo pod ziemią nie było. Tacy byli wyłącznie w Wehrmachcie!


Liczymy, że po usunięciu powyższych błędów merytorycznych — po siedmiu milionach widzów w Niemczech i niebawem kolejnych milionach w Ameryce — serial podbije również serca i talerze satelitarne bigosa polskiego.
Jeśli skruchy wyrazu nie będzie, trzeba będzie wysłać czołg PT-91 Twardy
i aluzyjnie zbombardować Berlin.


Ten film to ciemność..