Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźbienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźbienie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2011

Piesek-śmieszek pasterski


Zza wystawowej szyby mignęły nam wczoraj "myszy", wystawione w galerii rzeźby (al. JP2 36) i spojrzeliśmy nie tylko w pustkę, i w biegające po ścianach stado gryzoni, lecz — tak! to prawda! — w kolejnego śmiesznego pieska! To już trzeci śmieszny piesek na froncie. Czyż to nie wspaniale?
_____________
(jak tylko redakcja zorganizuje kota, wyrzeźbi pełniejszą sesję).

środa, 14 września 2011

Parhelion


Obserwatorzy zarejestrowali lokalnie w przedwczoraj nad Wolską przelot bardzo rzadkiego Parheliona z greki (z angielska sun doga lub phantom suna, polska — uwaga! drewniana nazwa — słońca pobocznego).

Ażeby zaprawdę uwiarygodnić ten widok dodamy, iż oryginalne słońce było w tym samym momencie przyczajone za św. Wojciechem,
w odległości ca. 150 mln. kilometrów od swojej podróbki.

Całość zjawiska trwała 15 minut 35 sekund. Przepłynęło ono majestatycznie nad ciągiem ruchu, wraz z upływem czasu tracąc swoje walory, aż do zupełnego rozpłynięcia w nieboskłon.


Trochę nam to wynagrodziło, zapowiadane szumnie 2 dni wcześniej wydarzenie medialne, czyli zorze polarne, które nad Wolę niestety
nie przybyły.

Jednak, żeby nie było tak słodko, bardzo nas zaniepokił fakt pojawienia się fantoma w czasie, gdy na Kiercelaku toczy się wojna Lunapark Europa versus Parapsychiczny Świat! W dodatku Parhelion wytoczył się zza kamienicy Wolska 67, co w istocie może być znakiem złowróżby, iż to ten budynek (a nie ten z Solidarności 153) jako pierwszy padnie na atak pleneru rzeźbą.

Na dobitkę, w poniedziałkowy wieczór luna też była jakaś inna...


Jak Obserwatororzy się sprężą, to może jeszcze dziś doniosą świeżą relację
z serkowego pola walki. Także pliz stejtjun & come back!

czwartek, 8 września 2011

Cześć, Wolska 6 > niedziela


Kronika budowy rozbiórką, konstrukcji dekonstrukcją, czyli dalszy ciąg przygód żółtej koparki o imieniu Komatsu.
Nastąpią również inne paradoksy, noszące wszelkie znamiona zaklęcia.


X

Oto krótka garść slajdów z niedzielnego, hardkorowo-HDRowego, popołudnia.
Vłala!


Początkowo przystępujemy do piwnicy nieprecyzyjnej.
Subtelne rozbielenia przełamywane są tutaj mnogością i intensywnością detali, a bezład rozszarpanej artefakterii, jeszcze nie skodyfikowanej, jeszcze nie sięgniętej, balansowany jest pojawiajacym się stopniowo
— podpodłogowo — uczuciem ontologicznej pustki, która wyistoczy się
w pełnej próżni na następnym przeźroczach, wraz z baczniejszym schodzeniem poniżej parteru..


Tutaj już mamy gromkie wdepnięcie Tajemnicę. Zlatują się znikąd pytania
o sens uporczywego trwania w apriorycznej koegzystencji form użytecznych
i nieużytecznych. Oczy mamy zachlapane stłumionym krzykiem o posza—
nowanie dla materii, dla celu i sensu jej nieustannej transformacji, zaś usta
i węchy zaczynają się nam już ogniskować na ostatecznym wyistoczeniu miazmatycznego kontinuum: na fotochromie z bardzo żółtym niebem!


Rzucamy wzrokiem za siebie i z oddalenia, w gasnącym horyzoncie, wypatrujemy kolejnych przygód żółtej zakoparki..


 CZY WIESZ, ŻE?.. 
Czy wiesz, że na wolskim trójkącie nabiałowym zwanym "serkiem" skoncentrowane są pokłady niezwywkle silnego pole magicznego? (i że niekoniecznie jest to magia w jasnych barwach)?
Nie bez powodu przez długie lata ten teren był celem  pielgrzymkowym wszelkiej maści magików, prestidigitatorów, treserów dzikich zwierząt i innych gabinetów strachu (mówiliśmy o tym zjawisku np. tutaj lub w Obserwatorze numer 2.
Ostatnie wydarzenia naruszyły kruchą rownowagę. Zaklęcie, które się wypiętrzyło w podziemiach kamienicy Wolska 6, wydostało się na światło dzienne i można teraz zaobserwować ogromny wzrost wyładowań paranormalnych w tym rejonie.  


Niestety są już pierwsze ofiary. W piątek, w niewyjaśnionych dotad okolicznościach zabił się pracownik Zab-Budu, firmy stawiającej tam apartamentowiec.


wtorek, 30 sierpnia 2011

Skreślona do rejestru > Wolska 6


Spektakularna znikawka, serek wolski opustoszał, kolejna przedwojenna kamienica uchroniona od zabytkowej rejestracji. Będzie więcej miejsca na namioty cyrkowe i lunaparki z cukrowej waty.
Teren jest zbyt rozwojowy i innowacyjny, położony zbyt blisko Centrum, położony za blisko wielkiej kasy, marzeniu o wolskim city, żeby zostawiać tam jednego z nielicznych ocalonych z sierpnia '44. Zaledwie sto metrów dalej były już tylko rogatki. 
Których również niesłusznie już nie ma.


Poza tym serkowa kamienica za bardzo kłuła w oczy, stała samotnie w świetle reflektorów na ogromnym, pustym placu. Nikt chyba nie dawał jej większych szans na przeżycie. W takim mieście jak Warszawa. na takiej dzielnicy jak Wola — naznaczonej przez Dirlewangera, Urząd i rodzimych Konserwantów — instytucja rzezi musi być stale odnawiana.
Aktualnie, rzezanie ceglanych narządów metropolitalnych osiągnęło niebotyczny punkt (mówliśmy już o tem z np. tutaj, zaś samą kamienicę naświetlaliśmy tu & tu).

No ale "tempus fugit", a —jak zwykła była mawiać była rzecznik urzędu Woli — "miasto musi się rozwijać".

Grunt żeby zdowym być, mleko pić i nie mieć liszaja.


Z tym tempusem fugitem, to zresztą bardzo straszna i niepokojąca sprawa... Wyznanie grzechu teraz nastąpi, bo wszystkie tropy wskazują niestety na Lokalnych Obserwatorów... — że to redakcja zatłukła tą kamienicę..
A było to mianowicie, że szliśmże se w piątek z panem M. odbywając wycieczkę piechotną i idąc ulicą Wolską, mijając numer 6, sięgneliśmy po owo powiedzenie. Tempus wypowiedział się w chwili, gdy ocenialiśmy świeżo upieczony ślad po pożarze, który pojawił się na ostatnim piętrze kamienicy.
Użyty został w kontekście znanego cyklu następstw, które zmusza stare budynki do odejścia: niejasne sprawy własnościowe - pustak w okno - kłóda w bramę - bezdomni - pożar i wielka mantra finałowa "budynek nadaje się tylko do rozbiórki". Często można się tego dowiedzieć właśnie od bezdomnych kolekcjonerów surowców: 

— Bo oni panie tak zamykają, że niby zamykają, i że niby nie można, ale można, a potem następuje tzw. zaprószenie ognia. I kto jest winny? — oczywiście bezdomni, no a sprawa się rozwiązuje.

Patrzyliśmy właśnie na przedostatni przystanek cyklu, wiedzieliśmy już co nastąpi, ale nie, że stanie się to następnego dnia!
Na rany bogów! Nigdy nie wypowiadajcie tempusa w obecności starych kamienic!
To jakieś cholernie mocne jest zaklęcie! Klątwa! W dodatku ze skutkiem natychmiastowej wykonanlności.


Następnej nocy, w szczelinach starych podłóg, zakamarkach wybebeszonych pokoi, opuszczonych piwnic błyskawicznie wypowiadają ją się tabuny zaklęć pomniejszych. Wylęgają się też te najbardziej złośliwe i niebezpieczene, czyli: "kamienica grozi zawaleniem reducto", "nie nadaje się do remontu deletrius" oraz, wspominana wyżej "rozbiórka cruciatus".

O świcie, w osłonie żółtego Komatsu, nadciąga armia doświadczonych rzeźbiarzy mających tylko jeden cel: wyrzezać rzeź w kamienicy! Tak ją wymodelować, żeby w pełni zadowolić Wielkiego Developerusa!
Jak wszyscy wiecie, rzeżbienie ekstremalne w przedwojennych kamienicach jest najnowszym  warszawskim hitem — specjalnością, której inne miasta mogą nam tylko pozazdrościć.


Plener na Wolskiej 6 trwa od soboty (o czym doniosło TVN Warszawa; bo my — przeczuwając, że nabroiliśmy — baliśmy się wyjść z redakcji). Po niedzielnej przerwie na modliwę prace ruszyły na nowo. Dzisiaj, sprowadzono już kamienicę do parteru. Została tylko kupka gruzów. 
Otworzyły się nowe horyzonty, przekalibrowała się perspektywa, a po serku hula już nowe.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
A teraz zapraszamy na tradycyjny pokaz walk przeźroczy.
Włala!

Pierwsza reprodukcja przedstawia moment zawachania — gdy ekipa twórców zastanawiała się nad doprowadzeniem kamienicy tylko do formy małej willi z ogródkiem. Niestety, efekt był najwyraźniej niezadowalający Developerusa i po chwili modelunek ruszył dalej.


Pozostałe są już czysto inwentaryzacyjne, są bez charakteru i nie posiadają duszy.








- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Ze względu, że kamienica na Wolskiej 6 należy już do kategorii czas przeszły gwałtownie dokonany zgrabnie będzie, gdy po tych ponurych rzeźniach, rzeżbach i rzecznikach rzezających zamkniemy historią.


Zdjęcie pochodzi z "Wola ongi i dziś" z 1939 r. — etatowego inkubatora wolskiej ikonografii. Patrzymy właśnie w fragment fasady budynku z witryną Komunalnej Kasy Oszczędności. Przed nią widzimy zadowolonego pana w meloniku, dziewczynkę kombinującą coś przy kratach w oknie i średnio zadowolonego chłopczyka, rzucającego złym wzrokiem na pana w meloniku.
Coś się z pewnością szykuje, więc prosimy obserwować po cichu i ich nie spłoszyć.

(Tą fotografię zamieścił też Kasprzycki w "Korzeniach miasta" i Marcin na swoim słynnym blogu. Varsanaziści nie czytają najwyraźniej Kasprzyckiego i Marcinowego bloga, bo — jak wynika z art. na Tvnie — nie byli świadomi istnienia jakiegokolwiek zdjęcia kamienicy).


Budynek powstał najprawdopodobniej w 1938 roku — i to przed majem '38 — bo natknęliśmy się na reklamę K.K.O z tego miesiąca reklamującą IV-ty oddział na Wolskiej. Gdyby poszperać jeszcze w branżowej prasie (spółdzielczo-bankowej), to można by pewnie jeszcze coś znaleźć i ustalić dokładną datę budowy.
W różnych księgach można zapoznać się także z zaprzeszłymi mieszkańcami Wolskiej nr 6 — z panem Rutkowskim, z lekarzem dentystą Szapiro, Nowakowskim, pracownikiem fabryki pasków napędowych, pracującą na poczcie Teodorą Jakowlew. Poczas okupacji mieszkał tam również niejaki Tomasz Pyziak, handlarz tytoniem oraz Emil Herth, student politechniczny.
Ciekawe, czy udało im się przetrwać?
Z kolei Józef Henrykowski z Wolskiej 6 miał pecha, bo na dwa dni przed wybuchem wojny został ukarany za paskarstwo. Pewnie sprowadził go na złą drogę sąsiad spod 4-ki Mordka Frejman (również ukarany tego samego dnia z całą siatką paskarzy z Wolskiej). O ile pan Mordka mógł nie wyjść cało z wojenno-policyjnej opresji, to Henrykowski, wyszkolony na pobliskim Kiercelaku element, być może się jakoś wyratował.. kto wie?...
W każdym razie, moża mieć niezbitą pewność, że obaj nie śledzili melodramatycznych perypetii sercowych Leny Żelichowskiej na seansie "Jego wielkiej miłości" i nie rechotali ze Szczepcia i Tońcia na "Będzie lepiej", które to filmy wyświetlano 1. XI. 1939 roku w Heliosie pod 8-mką.

Zresztą tego dnia raczej nikt nie był w kinie.


Z lewej strony fragment kina Helios przy Wolskiej 8, w środku parterowy domek Wolska 6 (ustąpił pierszeństwa kamienicy, którą dziś zburzono), z prawej fragment fasady Wolskiej 4 (tam gdzie kombinował Mordka, a wcześniej Stanislaw Staszic testamentem zakładał Szpital Wolski).

Ostateczna parabola czasu (wciąż przeszłego) zawróci nas w rejony nieodległe —w XXI wiek — epokę złotego rozkwitu miasta. W epokę Hanny.
Odniesiemy się linkowo do dwóch artykułów w temacie sera, żeby dla dociekliwi mogli sobie dociekać, a roniący bezradnie ronić: Zarzuty za serek wolski, Jak były prawnik PC "serek" sprzedawał oraz Działka w warszawskim city zostaje przy parafii.

Na słodkie otarcie pozostaje fakt, zatrepekowany przez TVN, że postanowiono sporządzić dokumentację, aby po kamienicy na Wolskiej pozostał ślad w archiwum.

__________________________________________
Niebawem nastąpi kolejny eter! Stejtjun!


niedziela, 9 stycznia 2011

Przychodzi Kasprzak do banku na Kasprzaka

— Hmm...
     Może teraz się uda?...
— Ekhm, ekhm. Nazywam się Kasprzak, Marcin Kasprzak.
Przyniosłem idee. Mogę wejść?








— Akwizytorom dziękujemy!
     Ile razy mam ci to
     powtarzać, upierdliwy
     menelu!
— Ja tu jeszcze wrócę, ciapciaki! (ang.: I'll be back maderfakers!)


Kasprzak i jego idee powrócą niebawem na antenę w odcinku pt. "Powrót Kasprzaka i jego idei!". Stejtjun!

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Jajo

Kończąc gorączkę sobotniej nocy nastąpiło przemieszczenie powrotne wzdłuż Jana Pawła i spotkanie z wielkim kamiennym jajem. Nie wiedziałem o jego istnieniu, choć to moje rodzinne strony. Jajo pojawiło się podobno w zeszłym roku przed Wielkanocą i jest pomnikiem upamiętniającym datę i godzinę śmierci Jana Pawła II, papieża Polaka.

Pomnik zaprojektował, oszlifował i rzetelnie wygładził do organicznego finału pan rzeźbiarz Marek Moderau za sumę 25 tys. złotych. Jajo przypomina swoim kształtem jajo, lecz można dopatrzyć się w jego formie również fascynacje artysty stylistyką wczesnych maków z serii gie.

Mikromonument zlokalizowany jest na trawniku pomiędzy ścieżką rowerową a Pawiakiem. To tuż obok, gdzie nie wiadomo, czy wyjechał spod arkad, niedawno prezentowany rowerzysta K. Gawronkiewicz (wraz z osobą towarzyszącą).
Pomimo swego przyjaznego dla rowerzystów - pozbawionego kątów prostych - kształtu pomnik wzbudza dość duży niepokój, szczególnie nocą. Stawia także znaki zapytania i skłania do zadumy.

W sumie dobrze, że stoi/leży po śródmiejskiej stronie eks-ulicy Marchlewskiego bo na Woli by się nie sprawdził - jest za mało praktyczny - nie ma w nim nic co dałoby się wymontować i zanieść do najbliższego skupu złomu. Z tych samych powodów nie przyjąłby się też w Poznaniu. Pomnik z nie działającym zegarem byłby dla poznaniaków bezużyteczny.




Bardzo lubiłem Karola Wojtyłę i szczerze mi go tutaj brakuje. Szczególnie teraz, gdy "Kościół nie opowiada się po żadnej ze stron konfliktu". Papież powiedziałby dwa zdania i ruch na Trakcie Królewskim byłby udrożniony w ułamku sekundy.
No, ale go już nie ma..
Za to w alei jego imienia podrzucono jajo.


pst, pst! Znalazłem w GW z 2009 artykuł, który podobnie opisuje to zjawisko. Przy czym należy zachować daleko idący dystans, bo Wyborcza podobno kłamie.
Tylko ja podobno nie kłamię, więc proszę to wziąć pod uwagę.



niedziela, 14 lutego 2010

Podziękowanie!

Rzeźby z Kasprzaka, rzeźby z Prymasa, rzeźby z Górczewskiej prosiły o złożenie podziękowań na drodze elektrycznej Magdzie Staroszczyk z TVN Warszawa za się zainteresowanie ich losem i za przejmujący, mądry i niezwykle stabilny ---> artykuł na portalu.

Na Woli pojawiły się także billboardy klikalne (clickboardy) reklamujące to wyjątkowe wydarzenie. Można w nie klikać śnieżką lub myślą.


Niebawem nadciągną do montażu: Hutnikiewicz i Pandemik.

czwartek, 11 lutego 2010

Moczydłowiec Szmatłuch

Szmatłuch jest Murzynem.
Jego odmienność jest w pełni akceptowana przez pozostałe rzeźbaki.

Do Niemców ma on stosunek drobiazgowy - poprzez dyskusję utwierdza się w przekonaniu czy eliminacja jest absolutnie konieczna. Styl jego walki jest co prawda dość żmudny, ale pozwala na uniknięcie pochopnych ofiar. Dzięki temu zwany jest alternatywnie Szmatłuchem Selekcjonerem.
Bardzo przydatną cechą jest jego niezwykła umiejętność wtapiania się w tło
i bardzo łatwo go nie zauważyć.
W chwilach wolnych od walki liczy ptaki i nadaje im imiona.

Uzbrojenie = 4
Perswazja = 7
Niewidzialność = 10
Estetyka, uroda = 1

***

poniedziałek, 8 lutego 2010

Eksplozjusz z Mianownika.

Tym razem wycieka Eksplozjusz.

Pochodzi z Mianownika. Oprócz zwyczajowej odrazy do Niemców posiada umiejętność zbiorowego ich eksplodowania w wypadku wtargnięcia. Wykorzystuje swą mobilną przewagę obłościanu, podtacza się niepostrzeżenie przed wrogie szeregi, po czem bezlitośnie eksploduje. Jest jednym z najpewniejszych elementów w populacji rzeźbaków. Introwertyk. Kawaler. Przyjaciele nazywają go czasami Eksplozjanem.

Uzbrojenie = 10
Dynamika = 9
Umiejętność rzucania zaklęć = sporadycznie, w nadzw. przypadkach
Nałogi = nie dotyczy

***

piątek, 5 lutego 2010

Rzeźbak modularny

Kolejny przeciek: Moduloch Konstruktor!

Jest to rzeźba transportowo-więzienna, rodzaj trawlera placu boju. Miejsce izolacji dla schwytanych Niemców, a zarazem ich chłodnia, magazyn i przetwórnia w Nieniemców.
Potrafi być niezwykle konsekwentny, a efekty jego pracy potrafią zadziwić.
O jego życiu prywatnym krążą legendy.
Pancerz = 8
Mobilność = 10
Upór = 10
Uzbrojenie = 4
Komfort użytkowania = 6


***


środa, 3 lutego 2010

Nowość znowu! Kolejny potwór z Moczydła!

Tym razem pod radość samodzielnego montażu poszła Lizetta Membrana z Kasprzaka.
Spełnia ona rolę dyfuzora klimatów roztaczjąc czar. Każdy wrogi zamiar zostaje przez Lizettę skroplony w membranie i oddany w przeciwnika z siłą zwielokrotnioną. Potem całkowite oszołomienie, następnie dezercja.
Lizetty używali przez długie lata pracownicy pobliskich zakładów im. Świerczewskiego, Kasprzaka, nawet wchodzili do niej kolejarze z Odolan. Rozładowywali tam napięcie i stabilizowali znużenie.
No, ale to byli nasi. Lizanna jest wyjątkowo cięta na Niemców.
Siła = 4
Czary = 9
Rozum = 7
Pancerz regenerowalny = 5
Możliwość używania śpiewu = tak


+ plus foto z planu kręcenia ---->


wtorek, 2 lutego 2010

Nowość! Rzeźby do sklejania

Właśnie wyciekło z okręgów zbliżonych do japońskiego filmu, iż w celach marketingowych przygotowywana jest seria figur redukcyjnych do samodzielnego montażu. Przede wszystkiem będą to bohaterowie filmu: postacie historyczne, moczydłowskie rzeźby z biennale rzezi, a także Niemcy (będzie można bawić się w wojnę!). Serię uzupełnią makiety wolskich budynków, elementów infrastruktury oraz przyroda (będzie można lepić dioramy, przez co zabawa będzie realistyczniejsza). Modele będą wyprodukowane z najlepszych, starannie wyselekcjonowanych gatunków plastiku (plus wersja na rynek japoński z papieru).
Pierwszą zredukowaną figurą jest Dramatończyk z alei Prymasa.



Pochodzący z ferromagnetyka sculptor, posiada moc skupiania w sobie obcej broni. Pozornie ociężały, w boju dynamiczny i niestrudzony.
Wyjątkowo cięty na Niemców.
Ma dar samouzdrawiania co czyni go w praktyce niezwyciężonym.

Czary = 5
Siła = 9
Spryt i wnioskowanie = 6

Kilka fotosów z planu --->


środa, 27 stycznia 2010

Moczydłowski monster

I jeszcze przy okazji Moczydła kategorycznie nie wypadałoby pominąć żyrafy!

Żyrafa trwa na stanowisku, czasami przechadza się parkowymi alejkami, podjada listki i metalowe puszki.
Żyrafa jest owocem Biennale Rzeźby z '68 roku i miłości do sztuki kuratora owego biennale - artysty rzeźbiarza. Okoliczne ulice (Górczewska, Prymasa Tysiąc i Kasprzaka) są zamieszkałe owocami innych artystów i są bardziej międzyplanetarne.

Natknęliśmy się na żyrafę kilka dni temu o świcie, właśnie podczas jednego
z takich spacerów. Wydawała się być jednak mocno niezaspokojona. Szamotała się z oplątującymi ją drutami i metalicznie porykiwała.
Niedawno zniknęły prawie wszystkie rzeźby stojące na Kasprzaka (podobno miały być poddane, he he, renowacji..). Czyżby to był powód jej nienaturalnego zachowania? Czyżby chciała odejść...?


I to akurat w takim momencie? Gdy prawdziwi Japończycy z Japonii, filmowcy (japońscy filmowcy!), byli w trakcie zdjęć do filmu z jej udziałem?!
Oby to była tylko chwilowa niedyspozycja. Wpompowano w te przedsięwzięcie gigantyczną ilość kasy! Urząd Woli z praw do używania dzielnicy zainkasował olbrzymie pieniądze (z przeznaczeniem na rewitalizację chłodem i wyburzenia kolejnych zabytków). Już nawet jest gotowy plakat (wersja na rynek japoński) – proszę bardzo! ---->



Cała historia opiera się na niezwykle dramatycznej kanwie: wolscy superbohaterowie, tj. Waryński, Reduta Ordonówna, Świerczewski, Kasprzak itd. wraz z armią rzeźbotów z biennale (m.in. z żyrafą) muszą powstrzymać i opanować Niemców z SS-sturmbatalionu 500 mających
za zadanie zabić wszystkich Polaków.
Nie będzie to tylko tzw. "prosta strzelanka". Będzie to strzelanka trudna
i wielowątkowa. Będzie tam miłość, zdrada i śpiew. Będą prelekcje wygłaszane do Niemców na Polu Prelekcyjnym, będzie wątek kolaboracyjny z udziałem Towarzystwa Przyjaciół Niewoli, będą nieprzespane noce, strawa i zryw. Będą - szczególnie lubiane przez wyrobionego widza - "itede" oraz "itepe".

Nasi zaufani ludzie w otoczeniu japońskich filmowców będą relacjonować postępy nad filmem.
Byle tylko żyrafa nie zrobiła nic głupiego..