Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cofka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cofka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lipca 2018

Wronia wycinka




Wronia, Ogrodowa, Solidarności. Radykalna rozbiórka drzew prowadzona przez spółdzielnię "Starówka": w sumie 96 sztuk. Spółdzielnia sprawuje się tam nad trzema blokami z przeszłego wieku i w miejscu zajmowanym do zeszłego tygodnia przez zieleń chce dostawić nowoczesny budynek tegowieczny. Ma to zamiar wyglądać jak poniżej, właala! Od ulicy Wroniej (od zachodu) będzie posiadało korytarz powietrzny, zaś od strony alei Solidarności będzie mu hołdować trzypiętrowe drzewo.



Początkowo spółdzielnia powiadomiła mieszkańców o wycince 34 drzew,
za jakiś czas rozwiesiła ulotki, że ma być ich 54, a w wersji finałowej – 96. Mówiono, że w tym miejscu jest zbyt drogi grunt, aby pozostawić na nim zieleń. Urząd wolskiej dzielnicy niedawno postawił na smog & beton,
i podniósł opłaty za użytkowanie wieczyste terenów zielonych o kilkaset procent. Pomimo, że projekt budynku na Wroniej powstał wcześniej, to podwyżka dała deweloperom takim jak Starówka argument do zagęszczania betonu i ruchów drwali.


Nadszedł czarny, krukowaty wtorek. Spółdzielnia wywiesiła ogłoszenie
z prośbą o usunięcie samochodów z parkingu, bo 9 lipca będzie stamtąd usuwana sterta gruzu. O świcie pojawili się drwale i zamiast gruzu usunęli drzewa. Cięli tak, by zabić.
Darowano tylko brzozie (uznano, że zamieszkuje ją ptak) oraz jednemu drzewu nieznanego gatunku, które już i tak wcześniej zdążyło ze strachu popełnić samobójstwo. Starówka ma bowiem renomę bezwzględnego czyściciela szaty i ściemniacza. Likwiduje światło użytkownikom swoich starszych bloków, aby przed ich oknami stawiać nowe apartamenty typu podaj basen i fitness. Tak jest np. z blokami na Siennej 85Wolskiej 17, a będzie niedługo na Wroniej. Niestety horyzonty spółdzielni ścisnęły miejskie blaski i cienie. Jej rzecznik mówiła 6 lat temu: "To są blaski i cienie życia w centrum miasta. Wiadomo, że robi się coraz ciaśniej i nie będzie lepiej. Nikt nie będzie wyburzał budynków, żeby posadzić drzewa".



Na pozostałych drzewach mieszkańcy powiesili kartki z wyrazami poważań dla siewców pogromu. Wkrótce jednak rozpłynęły się smutnym tuszem na deszczu, a wszystko mogło się powrócić do wolskiej, biało-krwawej, czerwonej ze wstydu normy.



czwartek, 8 czerwca 2017

Pamięć obwodowa

ul. Górczewska > przystanek PKP Koło

Kolejowa instalacja przy wiadukcie na ul. Górczewskiej.
Jeden z efektów modernizacji linii, skracania czasu podróży po obwodzie
o kilka minut i likwidacji "wąskich gardeł" (instrument epickiej wizji pt. "Łącząc Europę").
Symbolizuje kilka metrów sześciennych sproszkowanej, szwankującej pamięci. Dla wzmocnienia opakowanej czarną folią.
U podnóża tego monumentu w sierpniu 1944 r. Niemcy zamordowali 12 tys. osób – mieszkańców ul. Dz., G., G., M., P., R., S., S., S., S., Sz., św. W., T., W., Z., Ż. oraz pacjentów i personel Szp. W.
Ich zwłoki spalono na miejscu, a prochy rozrzucono po okolicznych polach.
Relacje tych, którzy przeżyli, są dostępne np. tutaj.

Przypominamy: wg. niemieckich specjalistów zwłoki po spaleniu
w krematorium ważą 3,53 kg.

Zapowiadamy: zamodernizowany, monumentalny przystanek PKP Koło zmienia teraz nazwę na bardziej adekwatną: PKP Młynów.


_____________
Wpis powstał na skutek przerażonych interwencji słuchaczy z ul. Ż.


wtorek, 25 czerwca 2013

Spodlasie



i otrząsa się z szoku, malując na murach azjatyckie symbole szczęścia.


Ponieważ w sprawę włączył się prokurator generalny i szykuje się ponowne śledztwo, przychylamy białostockiemu prokuratorowi Dawidowi istotny przyczynek do dziejów szczęścia. Jak już pomroczyć to na całość. Szczęścia trzeba bronić!


Przy okazji, zapraszamy białostoczan na promocję ich azjatyckich symboli
na ulicach Warszawy. Na przykład na Wolę. Tam ulica im wytłumaczy
to i owo.
Swastyki bojówek hitlerowskich pochodzą z Polski. BERLIN, 21. 8. Prasa republikańska z wielkiem zadowoleniem i ironią opowiada groteskowo brzmiący fakt, a mianowicie, że o ile chodzi o własna kieszeń, to hitlerowcy zapominają o patriotyźmie i rasowej nienawiści. Mimo antysemityzmu i antypolskiego nastawienia, narodowi socjaliści zamówili emblematy partyjne w kształcie kanciastego krzyża w Polsce, w żydowskiej fabryce Jabłońskiego w Poznaniu. Zamówienia dokonywane byty już od dłuższego czasu przez oddział Hitlera w Gdańsku, skąd odznaki te wysyłane były do Niemiec i rozchodziły się w całej Rzeszy.

sobota, 1 czerwca 2013

Fakju ZDF!


Dość szybko, bo już w kwietniu w wypożyczalniach typu Exsite czy PEB pojawił się tryptyk heroiczny niemieckiej telewizji publicznej ZDF pt. "Unsere Mütter, unsere Väter" ("Nasi matki, nasi ojce").

Jak na film o prowokacji gliwickiej ogląda się go szalenie wartko i wciąga-
jąco. Skręcony został w znanym i lubianym w kinwoju stylu — przetartym przez Spielberga "Szeregowcem" i "Kopalnią braci", który formułę tą odpisał z hitlerowskich kronik "Die Deutsche Wochenschau", itd. itepe.


Teraz treść. FAKJU ZDF!
Jak można rozpowiadanie w tak miłych okolicznościach kamery, z takimi miłymi Niemcami, z takim niemal współczuciem dla nich i zrozumieniem dla ich przygody, z takimi fajnymi mundurami i z taką ładną strzelanką obrócić w opowieść o niedobrych partyzantach z AK?
No, jak tak można?!

Jak można pokazywać Krajową Armię jako bandę wioskowych przygłupów, którzy zajmują się przede wszystkim nienawidzeniem Żyda, polowaniem na Żyda i rozprawami nad arcypolskością bigosa? Przecież akowcy byli równie tolerancyjni i pacyfistyczni jak ich niemccy koledzy. W dodatku było im trudniej, bo byli podziemni.

Jak można było z dowódcy partyzantów zrobić hipisa-poetę, kolekcjonujące-
go amulety z nieśmiertelników po zabitych żydowskich żołnierzach? Dlaczego nie pokazano jego kolekcji alufelg i radyjek samochodowych?
Jak tak można?!

Dlaczego partyzanci mają takie wielgachne napisy AK na opaskach? Dlaczego nie pokazano neonów AK, które jak wiadomo każdy partyzant mocował na rogatywce, idąc na akcję?

No i jak można było tak pokaleczyć piękny polski język, wychodzący z dziel-
nych partyzanckich ust? No, jak? Przecież po to były zabory, abyśmy nie dali pogrześć mowy! Akowcy z niemieckim akcentem brzmią niewiarygodnie! Można by pomyśleć, że to oddział złożony z samych folksdojczów i niemiec-
kich antyfaszystów, a takiego stanowczo pod ziemią nie było. Tacy byli wyłącznie w Wehrmachcie!


Liczymy, że po usunięciu powyższych błędów merytorycznych — po siedmiu milionach widzów w Niemczech i niebawem kolejnych milionach w Ameryce — serial podbije również serca i talerze satelitarne bigosa polskiego.
Jeśli skruchy wyrazu nie będzie, trzeba będzie wysłać czołg PT-91 Twardy
i aluzyjnie zbombardować Berlin.


Ten film to ciemność..

niedziela, 12 sierpnia 2012

Madame Polska Walcząca® (apdejt)

Dziesięć pięter niżej patrzyliśmy w mur cmentarza i nie wiedzieliśmy
o co poszło cenzorowi. Przejeżdżając tamtędy ponownie, spojrzeliśmy całościowo i wyszło, że symbol PW firmował antysemicką biegunkę.


Może to nie do końca dobry przykład, ale już nas nie dziwi, że powstańcy chcą zastrzec ten znak.

Tuż za węgłem, jak mur skręca się w Okopową, zawieszony jest inny przykład powstańczego symbolizmu: kulturalny, pomysłowy i przyjemny estetycznie papierowy Henryk z "Parasola".
Jest to element tzw. gry miejskiej (o której wszyscy słuchacze słyszeli, więc nie będziemy jej trząsać). Na mieście wiszą jeszcze inne postacie z tej igraszki.


Na finiszu wracamy się zza węgła i przypominamy sobie pozostałość
po Madame — po klipie o Sybilli, którym zespół Gawlińskiego znacząco wzbogacił ikonografię krajowej "zimnej fali" (literka "M" z namalowanej
na murze nazwy zespołu przebija się tuż obok cenzury, po prawej).


To była jedna z pierwszych i mocno opiewanych przez media afer z aktami wandalizmu po żydowskim cmentarzu.

Za chwilę podłączymy Madame jutubę, żeby odbyć sentymentalną podróż
po zbiornikach wolskiej gazowni (początek klipu), cmentarzu (środek; odjazdy nocne z wybuchami) oraz wspomnianym wandaliźmie białą farbą (koniec), et włala!


wtorek, 31 lipca 2012

Potworność


Autentyczny fakt z 24 lipca! Potworność! Anna Dereszowska (31 l.) po lewej.

Redakcyjny kumpel zobserwował podeszłe małżeństwo wertujące powyższą gazetę.
Starsza pani pyta:
— Co ona zrobiła temu dziecku?! Zmieniła?
— Zmieliła, kochanie. Z M I E—L I—Ł A. — uprzejmie odpowiada mąż.

wtorek, 24 lipca 2012

Polska Walcząca®

O świcie gruchnęło [np. tu i tu], że znak Polski Walczącej będzie mieć zamiar być zastrzeżonym. Że seniorzy polskiego walczenia chcą do patentowanego urzędu. Że chcą do lierek P & W dodać sobie literkę ®.

Nie będziemy się zgłebiać w umysłowych zawiłościach Związku Powstańców Warszawy, bo nie. (Powiedzmy, "bo że nie wiadomo o co chodzi"). Puścimy za to pierwszy, niepokojący sygnał tego pomyślunku: ocenzurowaną PW na murze żydowskiego cmentarza.


Nie wiadomo o co poszło, bo oprócz kotwicy było tam jeszcze jakieś hasło,
w każdym razie cenzor wykazał się dużą precyzją w retuszu znaku..
______________
Znak można podziwiać na murze od ul. Gibalskiego — tam, gdzie papilarna galeria i chodniczek prowadzący do Fundacji Nissenbaumów. Nissembaumy zaś to rodzina posiadająca onegdaj wielgachny neon na budynku PAST-y, wymieniony później na jeszcze większy znak PW.

I taktosię symbolicznie sprawy symboliczne zazębiły.

poniedziałek, 14 maja 2012

Śląski, kolizyjny

Nius z ostatniej przedchwili, który nas wstrząsająco zaskoczył.


Rozumiemy, że młody narybek informacyjny może pomylić literki, ogonki
i przecinki, ale tworzenie nowych mostów w Warszawie to już zajęcie
z dziedziny inżynierii wyższej.
Rozumiemy i prosimy o zrozumienie.

piątek, 10 lutego 2012

Mleczko poranne

Poranny przegląd prasy napromieniał dalszym ciągiem serialu o etyce wg. TVN. Mogliśmy obserwować Mamemadzi w krzykliwym formacie 970x425 px i w coraz bardziej zacieśnionynym kręgu współudziałowców, wytypowanych przez pościg milicyjnych psychologów.

fot. TVN; przypisy od red.

Detektor Rutkowski wstrzymał się od komentarza, by nie zarzucono mu szopki.

 SŁOWO TYGODNIA:  szopka.
.

Drugą wiadomością, był doniesiony przez GW absmack prawników 
E. Wedel (od 1851) na użycie przez blogerkę kuchenną Iwusię sformułowania "Ptasie mleczko" bez registracji. Wszyscy blogerzy (bo najwyraźniej sprawa ich głównie dotyczy) mają bowiem pisać takie mleczko z zakółkowaną ®-ką.
Inaczej z torbami puszczą czekoladowi prawnicy. 

 LITERKA TYGODNIA:  ®

.

sobota, 28 stycznia 2012

Kulturowy park

Przy okazji pod post-spodem, przypomniało się nam istnienie takiej jednej rewelacyjnej strony o warszawskich fortach. Pojawiła się chyba 2 lata temu
i była związana z bardzo fajnym projektem zawrócenia tam życia, pod hasłem: "Park kulturowy zespołu fortyfikacji XIX-wiecznej Twierdzy Warszawa".

Idea superancka, połączona z konsultacjami, spotkaniami i widoczna w mediach. W dodatku, przewidywała rewitalizację WSZYSTKICH carskich obiektów, co uwzniaślało ją do niepojętych granic (szczególnie przy war-
szawskich realiach zabytkowej ochrony).
Strona była dość skromna, ale zawartość, jak wspomnieliśmy, była tip-top (pdfy z planami hipotecznymi rejonu każdego fortu i niefortu, opisy histo-
ryczne i współczesne, listy wlaścicieli każdej działki obęjtych projektem, kolorowe zdjęcia, kolorowe linie, ciach! czerwona, ciach! zielona, satelita)... Dużoduużo smakowitości. Kto tam kliknął, ten wie.

No i szukamy pod tym hasłem parkowo-kulturowym, fortyfikacyjnym.
A Gogle milczą. Jedyny link znajdujemy na stronie pani prezydent, chwalącej się sukcesami ubiegłej czterolatki (przed wyborami sobie zrobiła).
Tam jest po zlewej meni > klik: zabytki > klik: parki kulturowe War-
szawy
— słuchacze już się zapewne obsłużyli. No i mamy wreszcie ten park, wyśledzony nowoczesną metodą Klaudiusza z Polsatnius.

Ostateczny klik w linkin parka TWIERDZAWARSZAWA.pl kończy nasz zajadły reportaż śledczy.

Vłala!

ps. Ślad po parkowej utopii (na umowę o dzieło) jest jeszcze w jednym zakamarku twierdzy UM — w zabytkach. I oprócz pejdżnotfaundów, również mamy tam obrazek tematyczny — uroczy, ważący tylko 7,7 MB
(tj. 2 362 x 3 450 pix) do samodzielnego montażu plakatem na drukarce.
Tak że, lepiej nie klikać.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Temat dnia


_______
Tu akurat Niusweek był taki wydelikacony. Można se nawet kliknać
w lubieto. Reszta towarzystwa informatorów też niczego sobie..

poniedziałek, 21 marca 2011

Sądny dzień wagarowicza

Takie niby pstro, ale mocno mroczne: Stop wagarom.
Radio o tym donosiło, lirycznie, oksymoronicznie — że wagarowiczów może spotkać przykra niespodzianka w postaci umundorowanego policjanta.
No i nie mogąc uwierzyć uszom odnaleźliśmy tą podlinkowaną Ostródę.
Jak widać, działania prewencyjne "Pierwszy dzień wiosny 2011", wynalazek jakiegoś aspiranta na firera z Mazur, całkiem serio są.
Przypomniały się nam nasze dni, jak brało się trzysta piw i szło się na Podzamcze. Hej, wesoło było, hej!
I co? I nic. Jakoś nikt z tych wagarowiczów się później nie wykoleił, nie został spedofilowany lub stał się sprawcą. Wszyscy mają zagraniczne samochody, drogie rowery, mieszkają w dobrych dzielnicach, mają ajfony, expresy do kawy, tostery i komputery, płacą podatki i rozmnażają beztrosko przyszłych wagarowiczów.

Jak już nawet pierwszy dzień wiosny zamienia się w święto prewencji, to robi się naprawdę duszno. Przecież jak te dzieciaki dorastają w takim klimacie
— jakiejś ustawicznej megałapanki — to za kilka lat nie będą mogły się nigdzie ruszyć bez xanaxu, a za kilkanaście, sami będą wymyślać podobne "plany działań". Tyle, że karą za wagarowanie będzie już einstweilig erschossen.

Lepiej jakby milicja zajęła się łapaniem wągrów a nie wągrowiczów.



niedziela, 6 marca 2011

Reklamy rynku wtórnego > Ja klocek pl


Mamy dużą słabość do tej wielkoformatowej informacji. Rejestrujemy ją notorycznie, od kiedy zaczęła grasować po mieście, od jakiś dwóch lat mniej więcej. Teraz plakat jest ponownie w natarciu.
Wciąż pamiętamy, gdy rozdziawił nas po raz pierwszy na rogu Pawła
i Mordechaja z siłą gigantycznego, 16-tonowego znaku zapytania.


No bo, że niby co? Że "Aj czerwony klocek Pe-el"? Jak to? Dlaczego? Why?
I co tam robi ten vintedżowy szlaczek a pod nim "od 1989"? — To cena? gazeta zdrożała? Dlaczego szlaczek jest XIX-wieczny?) Dlaczego to wszystko ma takie optymistyczne winietowanie?
Ratunku!

Z pomocą przyszła nam sama gazeta ustami jednego z tamtejszych trybików. Trybik stwierdził kategorycznie, że chodzi przecież o "love" (— no wiesz, laf, ty głuptasie), no i że to jest genialne (— To po prostu jest genialne!).

Od tej pory fotografujemy już czerwony klocek uświadomiony, podany na tacy, ale pewna trauma po zderzeniu z betonowym pytajnikiem została..

No, bo dajmy na to, dlaczego wszyscy mają zobaczyć w tym klocku serce? Klocek to klocek, nawet jeśli jest czerwony. Poza tym jest w ogóle nieseksowny — same kąty proste.

I love NY można faktycznie pokochać, bo tam jednak serce jest a nie jakieś serce zastępcze, serce metaforyczne sprowadzone do prostokątnego parteru.

Gdyby ten gazetowy znaczek miał chociaż jakiekolwiek cokolwiek — jakieś malutkie zaookrąglonko, jakąś fikuśnizację w sobie, wtedy można by pokusić się o zobaczenie tam serca. Sam kolor nie wystarczy.
Kolejne 16 ton, które się tutaj pojawia, to czy zestawienie klocka z PL-ką nie robi z niego narodowego symbolu — takiego jakim jest swasta w Niemczech, czy gwiazda u Rosjan? Byłoby to dość odważne (i uzurpatorskie zarazem).
Ale i tak identyczna deklaracja u powyższych nacji miałaby zdecydowanie bardziej klarowną transmisję: Zarówno w swastyce, jak i w gwieździe można by szybciej doszukać się serca niż w tym prostokącie.

Prostokąty są bez serca.



Reklamy rynku wtórnego > Polska B


Rozumiemy, że Wola i wiejski Józevoslav, ale Ochota? Ktoś może się poczuć głęboko dotknięty. Developer o bujżeimmobilnej nazwie przesadził akronimicznie. Nawet ich virtualny asystent Tomek Domek nie namówi nas na le zakup dą ę Villa Belarte na Żą Kasimir.
Poza tym co to za willa, co ma 11 pięter. 

A już mieliśmy rozbić skarbonkę.

sobota, 20 listopada 2010

Latający Cyrk Reduty Ordonówny

  z cyklu    listopadowa turystyka pasożytnicza 


DZIAŁ SPRAWOZDAWCZOŚCI.
Z okazji listopada i przywołanej przedwczoraj dni temu Nabateryjki wychylimy się śmiało w emocjonującą wycieczkę w dzielnicę za torami do Wiednia — w Ochotę.
Dość trudny będzie tylko sam początek — moment przejścia tunelu gazującego (2 minuty) i Ronda Zesłańców Syberyjskich (45 min.). Reszta to już przysłowiowa pryszcza z masłem. *

Po dokonaniu powyższych trudności śmiało wkraczamy w Aleję Bohaterów Września, mijamy plac budowy Ośrodka Kultury Muzułmańskiej (1 min.
+ 2 min. na konsumpcję ekumenicznego hasła)
i już po chwili patrzymy
w kamienicę nr 19
 (1 min.) — potencjalną ofiarę obiektywu faszystowskiego najeźdźcy ze zdjęcia "Warschau West".


Dochodzimy do wniosku (20 sek.), iż faktycznie to owa kamienica występuje w kadrze; odgrywa rolę drugoplanową, nawet nie załapała się na odpowiednią przysłonę, ale zawsze. — To ta z prawej strony okupowanego zdjęcia — najwyższa i najniewyraźniejsza. Co prawda w tamtych czasach nie stała jeszcze w żadnej alei, Bohaterów Września tym bardziej, lecz na ul. Bema. Nieżyjący generał przebiegał wtedy dystans od Wolskiej aż do Opaczewskiej. Kamieniczka jasna (już nie istniejąca, z lewej) stała przy dość efemerycznej ul. Józefa Szujskiego (na króciutkim odcinku łączącym Bohaterów z Zesłańcami **; nieco dalej — przy Szczęśliwickiej — równie krótki Szujski odradza się ponownie).

_______________________
  * Można także przejść tunelem pod Zachodnią, ale ze względu na obecne tam stałe zagrożenie bakteryjno-mykologiczne należy traktować ten wariant jako ostateczność.
** Alternatywy opis połączenia: łączą się Bohaterzy z Bitwą Warszawską 1920.




DZIAŁ LIKWIDACYJNY.
Teren w rejonie Bohaterów Września, ulicy Żwirowej i Na Bateryjce swoją specyfiką, i tajemniczym, pierwotnym klimatem dorównuje niemalże temu czym można się odurzyć pielgrzymując na Odolany, Kozią Górkę, czy w rejony obwodowe. Jest kwintesencją postkolejowej apokalipsy w miniaturce. Właśnie z racji maciupkiej przestrzeni, dodatkowo dorżniętej od zachodu Blumiastem, nie ma tam takiego rozmachu jak na bliźniaczych terenach po drugiej stronie torów. Stare podkłady już tu się nie wonią *, elektrowozy nie wymiatają z szyn roztargnionych miłośników kolei **, ale ten wyjątkowy, narkotyczny zapach czasów odległych, parowozów dymiących i ludzi zaprzeszłych — jak najbardziej (co najmniej 300 minut).

Domki na baterie: powyżej w 1995 r. i dwa wczorajsze.
Nabateryjka to 200 metrów polnej drogi i kilka czegoś na kształt domów. Tylko dwa z nich
są przedwojenne: narożna ruina nr 2 i dom
pod 10-ką (najbardziej zadbany i sympatycznie uczłowieczony). Na wojnie straciły dachy i tzw. wyposażenie wnętrz, pozostały tylko wypalone mury. Ogień jest dość powszechnie występującym żywiołem a podczas wojny upowszechnia się on
w szczególności***.



W 1939 r. pod 10-tką było stanowisko naszego ckm-u. Nacierających wzdłuż Al. Jerozolimskich faszystów siekliśmy długo i tysiącami do czasu.. gdy Niemce nie zaszły naszych żołnierzy od tyłu (od Bema) i bohaterska załoga obrońców domu nr 10 została wzięta do niewoli.
Na krótko, bo parę chwil później Niemcy zmodyfikowali koncepcję
i postawili jeńców pod murem. Dla towarzystwa spędzili jeszcze kilkunastu mieszkańców okolicznych ulic. Wszystkich rozstrzelali.

Powiernikiem tego ponurego epizodu jest właściciel domu nr 10 — pan W.
Przy odrobinie szczęścia, jeśli umiemy i lubimy patrzeć, możemy zobaczyć od niego tą opowieść osobiście (co najmniej 300 min.).

Przez 5 kolejnych lat Niemce udoskonalali przytoczone powyżej techniki sztuki wojowania. Np. największym postrachem okolicy był bahnschutz
o ksywie "Panienka" (Karl Schmalz), dowódca posterunku policji kolejowej na Dw. Zachodnim. Specjalizował się w polowaniu na kradnących węgiel z wagonów. Ponieważ tym zajęciem trudnili się tutaj niemalże wszyscy, faszystowska "Panienka" miała na sumieniu wiele istnień.
Karierę Szmalca zakończyli czyściciele z Kedywu: na początku marca '44 zdezintegrowali go pozytywnie i efektownie w miejscu pracy ****.
Szkoda tylko, że tak późno zeszmelcowano feldfebla Szmalca..

Fakty zwiazne z wojną nr dwa są gruntownie i szczegółowo opisane. Można dowiedzieć się dużo na ten temat z lektur szkolnych, lektur wspomnień, rozmów z pradziadem etc., także nie odbiegajmy nadto od naszej marszruty. Wróćmy na szlak, i — na chwilę — do teraźniejszości.

_______________________
       * Są tłamszone przez spaliny z Alej, no i oczywiście przez dymy okolicznych
papierosów.
    ** "Tory to nie promenada" — jak mawia kumpel Zenek, maszynista-emeryt
z pokaźną kolekcją gapowiczów zabieranych na maskę elektrowozu.
  *** W czasach pokoju, kult ognia niezmordowanie krzewią rodzimi projektanci obrazków na pudełkach zapałek. W lecie zapałki miały okładkę zatytułowaną "Lato", z krotochwilnem rysunkiem stóp wystających z płonącego namiotu, zaś obecnie na topie jest pudełko bez namiotu, bez nóg i bez tytułu, ale ze względu na ponadnormatywną ilość płomieni fabryka zapałek powinna zatytułować tą serię "Piekło".
**** Przebieg tej akcji skamerował Janusz Morgenstern w 2. części "Kolumbów"
z '70 roku (w "Żegnaj Baśka").
Za to instrukcją obrabiania węglarek rozpoczyna się arcydzielne "Pokolenie" (1954).




WSTĄPIŁEM NA DZIAŁO...
.. grzmiał, donosił Adam Wieszcz.

Nadszedł czas na dokładne wejście w patrzenie w na Na Bateryjkę.

Po krótkiej chwili analizy całości tekstu wieszczywiersza i po odpoczynku w teraźniejszości (pełny kwadrans 15-minutowy) przenosimy się ze naszym spacerem w część centralną baterii, tam gdzie plus ściera się z minusem *
a z nagromadzonej się wtedy energii powstają czasoprzestrzenne turbulencje, zaś w umysłach czołowych varsanazistów epoki internetu otwierają się dziury czarne.
Wejdźmy zatem w samo jądro — tam gdzie w proch prochem wybuchł Ordon Julian Konstanty, etatowy podporucznik artylerii lekkiej Królestwa Polskiego i tam gdzie kilka chwil później — nim na ziemię dotarły cząsteczki Wielkiego Wybuchu (poniżej 0,001 sek.) — z prochu tego powstał nadporucznik, Nadjulian, etatowy celebryta historii Polski kalibru ciężkiego. Mistrz w sztuce kamuflażu.
Mason i Polak.

_______________________
  * Plus to Aleje J., minus Al. B.W. (lub odwrotnie, zależnie od preferowanej orientacji)



[Depesza z kabiny pilota]
Jeśli ktoś z użytkowników wycieczki czuje się teraz lekko zagubiony, zboczony ze ścieżki lub oszołomiony potokiem słów, porządkujemy:
a. akcja: Na Bateryjce, Ochota, Warszawa, Ziemia.
b. bohaterowie: Ordon., Września
c. czas akcji: listopad, rok 2010, rok 1831.

Znajdujemy się wewnątrz Klubu 54 **.
Innosłowem: SIEDZIMY JUŻ W TEJ REDUCIE PO USZY!

_______________________
  ** Niestety jest to lokal dla niepalących wędrujących. Cóż poradzić? takie czasy.. Poza tym duchowy patron tego miejsca — Ordon Julian K. — był zapiekłym wrogiem tytoniu. Kiedyś sam palił nałogowo, ale od 6 września 1831 roku i wybuchu w prochowni nie zapalił już ani jednego papierosa.



****

Czas antenowy dobiega końca. Redakcja musi się teraz zająć tzw. sprawami.
Dalszy ciąg ekspedycji powróci kiedy indziej lub (tradycyjnie) nie powróci
w ogóle.
Tak, czy inaczej planowane jest jeszcze więcej prawdy, odniesień, myśliników, dygresji, didaskalii, "brania w klamerki", itd.!
Planowane jest także przywrócenie  o d p o w i e d n i c h   p r o p o r c j i ...

W programie przewidziany jest również pierwszy w kraju pokaz fabryki miotania flegmy w kierunku varsavianistów, zaś specjalnie pod kątem anonimowych komentatorów (typ Anita) odbędą się pokazy lania żółci, woltyżerki zawiści i żonglowania zazdrością.
Spokojnie.. — nie zapomnimy także o konkursie mierzenia podpisów autora! Czyż to nie cudownie? :D
Przez cały czas otwarty będzie polowy bufet, będą serwowane posiłki regeneracyjne (kawałki świeżej cegły okraszone delikatną posypką ceramiki Dziewulskiego, dreny a la Roniker w ciepłej polewie majolikowej zakładów Asterbluma i wiele, wiele innych). Wszystkie ingredienty pochodzą z najlepszych, starannie wyselekcjonowanych, glinianek okolic Warszawy!

I jeszcze, na koniec, już poza anteną, jedna z map, z której będziemy korzystać podczas dalszego ciągu spacerowego. Bez mapy nie ma mowy
o celnym miotaniu flegmy. Wuuala!