Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1944. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1944. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2020

Metro 44



Metro Świętokrzyska. Ślady po powstańczych walkach w kolumnadzie stacji. Może granat? może egzekucja? może Pasta?.. Najlepiej widoczne z okien przejeżdżającej amfilady nowszego typu (tej nieruskiej – tej która już nie dzieli Polaków na wagony). 


niedziela, 18 marca 2018

Żółć. Miejsce uświęcone. Rekonstrukcja.



NOWOŚĆ! Pamięć w zaułku byłej fabryki Franaszka (Foton > Almamer > hotel Wola) (6000 ofiar). Ktoś przywraca tam refleksje, kreśli sentencje, daje oprawę i skłania do samowolnej zadumy. Być może to nawet UFO
(bo się podpisał) albo ktoś rozczarowany fiaskiem KL Warschau (zwłaszcza niemożnością dalszego toczenia głazów na skwer gwary Alojzego Pawełka).


Żółć na ciężarówki! Walka o pamięć nigdy się nie kończy!


/Dlatego są dwa podobne slajdy z flagą, aby wzmóc stereoefekt przestrzenny/

Dajmy na to edukacyjny napis na Rakowcu "Nienawidzimy wszystkich" przez chwilę brzmiał postacią "Nie widzimy wszystkich", lecz niedawno na skutek ostrej interwencji #konserwatorazabytków wrócił do normy.


wtorek, 6 lutego 2018

Horbaczewski GT


Chwała! Hvala lepa! Mustang GT ze Złotej, styczniowej ulicy!

Cześć! Widok, który potrafi rozpalić każdego byłego ucznia, który zaznał trudy szkoły, czytał szybko wojaczkę, badał modeliki, cyrki Skalskiego, tygryski, inwazję, kleił redukcyjnie, malował Humbrolem, oblewał Hermolem, podpalał, rzucał wszystko z balkonu, i cześć!

Postrzeżony Mustang jest wierną rekonstrukcją historycznego myśliwca P-51 Mustang Mk. III, pilotowanego przez kpt. Eugeniusza Horbaczewskiego, dowódcy dywizjonu 315 i posiada barwy wojenne z okresu lądowania w Normandii, z czerwca 1944, cześć i chwała! Wskazują na to trzy białe pasy* inwazyjne, oznakowanie PK-G oraz numer rejestracyjny FB166. Horbaczewski zestrzelił na tym samolocie 5 i pół Focke-Wulfa 190 i 4 rakiety V-1. Zginął 3 miesiące później, 18 sierpnia 1944, pilotując innego Mustanga (PK-K, nr FB355), walcząc z przeważającą formacją 60 hitlerowskich myśliwców. Jego szczątki znaleziono 3 lata później w lesie francuskim.
W sumie, kpt. Horbaczewskiemu zaliczono zestrzelenie 16 i pół niemieckiego samolotu, i dostał 5 odznaczeń, chwała!

Hvala lepa! Nigdy nie widzieliśmy tak chwalebnie przygotowanej rekonstrukcji; afirmacji naszego zwycięstwa w powietrzu! Dotychczas spotykaliśmy tylko rekonstrukcje autobusów.


Pierwszy w narodowym kamuflażu wyklętym, drugi maskujący Bazę Lotnictwa Taktycznego z Mińska Mazowieckiego.


Dlatego ogromne cześć i gratulacje dla właściciela, pomysłodawcy, wykonawcy (agencja oklejania Małachowski Projekt), oraz wszystkich innych autorów i pilotów Mustanga, dziękujemy, hvala!
Gdybyśmy tylko mieli drzwi od stodoły i parę dywizjonów takich rączych oklein, to świat składałby się wyłącznie z polskich kontynentów.

Jutro okleimy redakcyjny piecyk Junkersa, oblejemy Hermolem i odkręcimy warszawski gaz do dechy. Zbombardujemy Moskwę, Berlin, Jałtę i wszystkie kraje byłej Jugosławii. Cześć.

______________
* Lądowanie aliantów w Normandii upamiętniają paski niemieckiego Adidasa
oraz tempo ruskiego Hardbassa.

sobota, 23 lipca 2016

Filcowe odblaski 44


IPN ogłosił dzisiaj narodowy dress code na tegoroczne obchody.
Kotwica będzie z filcu, a opaska z odblaskowym stemplem.
Ze swej strony ośmielamy się dorzucić filcowy wąsik typu moustache.


Młodzież z pewnością ucieszy tiszert z logiem narodowej pamięci, zaś samochody – naklejka specjalna.


A wszystko zaczęło się kilka lat temu niewinnym, hitlerowskim hełmem
za 19.95. Potem nadeszły gry miejskie, planszowe i strzelanka FPS.


Zaś ostatni krzyk w galopadzie ku pamięci to koszulka z rzezią Woli.
Tak, to prawda.

Czy ktoś się kurwa opamięta?

środa, 3 lipca 2013

Szkoła Podstawowa nr 32 im. Małego Powstańca z Oddziałami Integracyjnymi

Nie ma rady. Tak brzmi jej oficjalna nazwa.
Kiedyś patronem był tam Ludwik Waryński, ale w okresie czystek ustrojowych Ludwika podmieniono Małym.

Wytaczamy naszkolny mural w ramach ekspiacji za podejrzenie Młynarskiej o promocję getta.


Wizerunek małego powstańca zrodził się na podstawówce Małego Powstańca pod koniec przeszłego roku. Wykonali go stritarterzy ukrywający się pod zbiorczą ksywą "takie pany", malujący głównie piłkarzy, bajki oraz
b. dużo detali.

Wydarzenie opisuje radiostacja Rady Osiedla Muranów biuletynem informacyjnym "Echo Muranowa":

"Graffiti to pomysł upamiętnienia młodych bohaterów miasta, którzy walczyli w powstaniu warszawskim między innymi na terenie Muranowa w ramach Zgrupowania Radosław.
Po ukończeniu muralu odbyła się gra miejska pod hasłem „Nasza Mała Ojczyzna” dla dzieci ze szkoły nr 32. Polegała ona na zapoznaniu uczestników gry z najnowszą historią i współ-
czesnością Muranowa. Dzieci odwiedziły muzeum Pawiak, kopiec Anielewicza, powstające Muzeum Historii Żydów Polskich, dawną ulicę Nalewki a grę zakończyła wizyta na stadionie Polonii.
Mural upiększa nasze osiedle, nadaje mu koloru, przyciąga uwagę przechodniów i ma szanse stać się jedną z ciekawostek turystycznych Muranowa."

To się dopiero nazywa promocja! W samym środku zrównanego z ziemią
w 1943 r. getta przyciąga uwagę zrujnowane dziecko roku 1944.
Tak, wiemy, że "Radosław" walczył przez 2 tygodnie na Muranowie. Jasne, że należy to upamiętnić nie tylko poprzez zdegradowanie jednego ronda.
Ale dlaczego to ma się odbywać w tak infantylny i mocno naciągany sposób? Murale tanią metodą na pomniki? na budżetową politykę historyczną?

Tuż obok — na placu Muranowskim — najdłużej toczyły się powstańcze walki w getcie. To tam wywieszono obok siebie flagę polską i żydowską. Skoro szkoła nr 32 ma zamiar wychowywać dzieci na małych powstańców, to przy-
dałyby się im jakieś uczciwe, historyczne proporcje.

Jak zaobserwowaliśmy, to na razie okoliczne dzieciaczki wieku szkolnego malują na murach hasła typu "Polonia prostituta" lub "Potniemy was".
Tak że wychowanie przynosi efekty.


piątek, 31 maja 2013

Prądzyńskiego 5/7 > Miejska Piekarnia


Dzisiej w tym miejscu, pod adresem 1/3, lubią brąz kurierzy UPS, a przed wojną ostatnią chrupała Miejska Piekarnia Mechaniczna.

Miała być jedną ze sztandartowych inwestycji warszaw-
skiego magistratu za rządów prezydenta Słomińskiego. Uruchomiono ją w styczniu 1929 roku w celu taniego chleba, podregulowania pazernych prywatnych piekarzy i przyświecenia idei mechanizacji. Miała być także wzo-
rem higieny i pychy bochenków.

Budowa była bardzobardzo kosztowna — 8 milionów złotych i jak to zazwy-
czaj bywa przy magistrackich inwestycjach,  dwukrotnie przekroczono planowany budżet (w przeliczeniu na dzisiejsze złotówki kosztowała 120 milionów; dla porownania: Piekarnia Miejska w Krakowie z 1927 r. to 780 tys.zł.; Muzeum Historii Żydów Polskich z 2013 r.: 320 milionów).
Budynki postawił warszawski "Martens i Daab". Do produkcji kupiono francuskie piece Lidon'a, transport miało zapewnić 45 francuskich furgonetek Dion-Bouton. Zatrudniono natomiast jednego niefrancuskiego piekarza i 20 osób admininstracji.


Bardzo szybko okazało się, że piekarnia chrupie karygodnie, nieudolnie
i korupcyjnie. Afery goniły felery. Francuskie piece były wadliwe i nieprzy-
stosowane do polskiego chlebodastwa, połowa floty automobilowej w przeciągu pierwszego roku poszła na złom, zaś dyrektor — nomen omen — Szczodrowski – wyleciał ze stanowiska z zarzutem niegospodarności
i wałkownictwa z Francuzami. Już w 1930 roku miasto chciało wydzierżawić piekarnię a nawet mówiono o jej całkowitej likwidacji.
W kolejnych latach — aż do połowy lat '30-ych — próbowano odzyskać zaufanie warszawiaków. Naprawiono to, co zostało popsute, ulepszono jakość wypieków, poszerzono asortyment (zaczęto nawet wypiekać pierniki, herbatniki, gwiazdki, gwizdki i parasole), zwiększono personel (do 200 osób), rozbudowano laboratorium badań nad sensem chleba i uruchomiono giełdę zbożową.
Równolegle piekarnia była wściekle atakowana przez prrrasę, wściekłe piekarrrnie prrywatne (w stolicy było ich kilkaset!), zaś "zbrodnicza ręka" sabotowała wypieki od wewnątrz. Przeciw dumpingowi magistrackiej piekarni wściekle protestowały piekarnie podmiejskie. Nieufnie do zmecha-
nizowanego pieczywa odniosła się w jednym ze swoich warszawskich reportaży Maria Kuncewiczowa (l. 118; literatka):

"Dzieże są wielkości wagonów, chleby po wyrobieniu zjeżdżają do wagi po taśmach, niczym samochody u Forda, idą tysiącami w je-
den piec na rośnięcie, wypełzają stamtąd piechotą, w ciągu całej produkcji traktuje się je jako produkt seryjny, niemal nietykalny
i standaryzowany [...]".

Do wybuchu wojny niechęć do Miejskiej Piekarni Mechanicznej stopniowo wygasła. Przestano mówić o niej źle a zaczęto mówić wcale.

Zdjęcie zdjęte z piekarni w zachodnią stronę. Widzimy "biały domek" Prądzyńskiego 15, "czarny, długi domek" 15a, elewatory, piecownię gazowni i dwuspadowy domek od węglarzy.

Podsumowując cały okres jej działalności: przynosiła olbrzymie straty i nikt jej nie lubił. Zamiary miała czyste i postępowe, ale na Prądzyńskiego 5/7  "unosił się duch przysłowiowego Zabłockiego, reformatora mydlarstwa", jak określa to radny Adam Czerniakow (l. 133; inżynier), w swoim raporcie nt. piekarni przygotowanym dla magistratu. Miała docelowo wytwarzać 60 ton chleba dziennie, a w swoim najlepszym okresie było to ledwie 1/3 tej liczby.

Podczas okupacji PM działała dalej. Giełdę zbożową Niemcy przemianowali na Landwirtschaftliche Zentral-
stelle (centralę rolną), po czym wszystko wysadzili w powietrze*. W zapiskach inspektorów BOS-u odmalo-
wujących krajobraz po bitwie piekarnia opisana jest już jako "sterczące spod zwałów gruzów części zniszczonych pie­karniczych pieców".

*
Mur osłaniający brązowych kurierów od strony torów jest jedyną pamiątką po niewydarzonej fabryce chleba.


Powyższy mur odgrywa ważną rolę w jednej z gawęd z popularnego prze-
wodnika turystyki ekstremalnej po Warszawie pt. "Zbrodnie okupanta hitlerowskiego na ludności cywilnej w czasie Powstania Warszawskiego
w 1944 roku (w dokumentach)".
Opowiada p. Czesław Stróżek (l. 105; buchalter, zam. Obozowa 80 m. 20):

"Ukraińcy rozłączyli mężczyzn i kobiety, pozabierali zegarki i trzy godziny trzymali pod parkanem pod Piekarnią Miejską przy ulicy Prądzyńskiego, grożąc rozstrzelaniem. Parkan Piekarni Miejskiej przy ul. Prądzyńskiego, przy którym nas trzymano, znajduje się od strony Dworca Zachodniego. Komendant przyszedł i zadecy-
dował, iż możemy iść na Dworzec Zachodni, stąd przez obóz
w Pruszszkowie wywieziono mnie do Niemiec, skąd wróciłem
22 listopada 1945 r.".

*
Lokalnym spadkobiercą smakołyków z pieców Prądzyń-
skiego była Piekarnia Wolska, wybudowana za socjaliz-
mu na rogu Obozowej i Św. Stanisława. Była, bo zgasił ją kapitalizm i jeno komin dla centertelów jej się pozostał.
Ale dobry komin nie jest zły, jak to mówią.

____________________
* Mamy niesprawdzoną intuicję, że piekarnię wyłączyli z użytkowania nie Niemcy lecz radzieccy Rosjanie podczas jednego z nalotów w 1942 roku. Intensywnie bombarowali wtedy rejon Dw. Zachodniego (np. bomby unicestwiły kilka budynków przy Sławińskiej, więc tuż obok).
Jeśli otrzymamy dementi z radzieckiej ambasady, to tytuł zabójcy piekarni wróci oczywiście
do Niemiec.


środa, 15 sierpnia 2012

Sierpniowy Hamlet

Doszły nas zdziwienia, że po co ciągle o tym powstaniu — że są o wiele bardziej sympatyczne roztrząsania. Wrzucamy więc aktualne postrzeżenie
z plakatów, które bardzo sympatycznie — kolorowo, sityposterowo
i siedmioramiennie — oddają hamletycznego ducha warszawskiego sierpnia.


Poszukiwaczom sympatycznej energii przypominamy, że już za rok odbędzie się kolejny warszawski sierpień a wraz z nim Dzień Likwidacji 22 lipca, Festiwal Singera oraz Święto Ciulimu-Czulentu w Lelowie!

63 dni w dżemie



Życie Warszawy znikęło z kiosków, ale ożyło wraz z sierpniem i młotem akcji popularyzującej powstanie.
Tegoroczną akcję nazwano "63 dni z życia Warszawy" i głosiła artystów walczących. Była podakcją akcji "Pamięta-my". Składnikami była analogowa gra miejska, cyfrowa na komputer oraz mural. O miejskich rozgrywkach już wspominaliśmy, teraz wspomnimy murala.

29 lipca, "najlepsi polscy twórcy stritarta" zaintonowali go w rogu 7-mio-
grodzkiej i Karolkowej pod podhasłem "Graffiti dżem w In-City". Na płocie mecenasa-developera Insita mieli odmalować 63 powstańców ze świata kultury i sztuki.

W efekt poparzyliśmy się wieczorem w dzień malowania i za chwilę wyświetlimy go w annały. Przez 2 tygodnie jakoś nie mieliśmy serca, aby tego dowieść, o tym donieść, ale przekonał nas fakt, że tylko jedna osoba oddała się delektacji powyższego płotu. Trochę nas w patrzeniu wyręczyła, więc rozrzucimy się tym razem zdawkowo i niechlujnie,
wuuuaaaaalaaa!!!


Artystycznych postaci nie ma tylu co w planach (zabrakło 44 sztuk) i tylko dwa malunki mają ręce i nogi: początkowa ręka z czołgiem i 2 zamykające — komiksowy "Mighty Buonawentura" z czołgiem (o, yeah! krejzi! kabuuum!).
Reszta to frikszoł, dżem z pasztetem.
________
Tutaj można złożyć wyrazy części płototwórców.