Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmiary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmiary. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lipca 2013

Zżycia prezesa


poniedziałek, 7 listopada 2011

Cyrk na rogu

Wczoraj rano (potwornie rano, potwornie zimno), odbył się ostatni pokaz
w "Cyrku pana Koss" na rogu Marszałkowskiej/Świętokrzyskiej.
Na pożegnanie, swoje niezwykłe umiejętności na drabinkach izometrycznech okazała grupa akrobatów i atletów.


W programie był niezrównany, szalenie lubiany przez widzów numer
w zwisie synchronicznem..


.. mrożące krew solo na krawędzi...


.. a także, wysoko ceniona wśrod znawców podniebnych ewolucji — potrójna stójka na czas.


Wracająca z sobotnich imprez publiczność była zachwycona..


.. zaś krańcowy charakter tego poranka dopełniało sądne niebo.


  CZY WIESZ, ŻE?.. 
...że nie rozumiemy tego co się działo wokół tej reklamy? że ona coś niby miała zasłaniać i być taka koszmarna i gigantyczna?
To znaczy co właściwie zasłaniała? Widoki na  Muzeum Sztuki Nowoczesnej, perspektywę zabytkowego Pałacu Stalina, czy Koszarów Budowniczych Metra?
Miasto HGW powinno być raczej wdzięczne panu Koss, że tak litościwie to wszystko pozakrywał, że wziął sprawy w swoje ręce, był przedsiębiorczy, innowacyjny itede, jako rzecze Słowo.
Miasto jakoś się nie awanturuje o jeszcze większą i jeszcze koszmarniejszą reklamę naprzeciwko, która zasłania "sedesy".
Jak zawsze hipokryzja, niekonsekwencja, a i tak wiadomo, że nie wiadomo o co chodzi.
Miasto powinno również podziękować panu K., że, jakby nie patrzeć, na własnej ziemi nie postawił czegoś znacznie bardziej spektakularnego — np. kompostowni lub kurzej fermy.

Żegnamy się z kolejnym wartościowym kretesem stolicy, nadzieją, iż nie znika na zawsze i niebawem odrodzi się nowym feniksem — mobilną reklamą ultragigant, którą p. Koss będzie objeżdżał swoje włości niczym Drzymała czasów konsumpcji.
 


niedziela, 20 marca 2011

Die Luft


Wczorajsze upamiętnienie święta rozmiarów (adekwatne do meteoaury).
Był to największy od 1944 roku pokaz lotniczej potęgi naszego zachodniego sąsiada w stolicy.
Warto było, bo samolot faktycznie ogromny*.
Rownież wielbicieli latającej Hansy był ogrom.

A obiektywy mieli długie i lśniące..

_______________________
* W jego wnętrzu zmieściłoby się 30 pełnowymiarowych boisk piłkarskich lub 10 międzynarodowych kontyngentów do Iraku. Rozpiętością skrzydeł potrafi dwukrotnie w ciągu doby ścisnąć słońce. Gdyby przeciętny Polak chciał go obmierzyć linijką,
to zadanie zajęłoby mu co najmniej 24 życia, 8 lat, 4 miesiące i 18 dni.

czwartek, 23 września 2010

Rozmiarówka c.d.


Na początek szkoły ukazał się ukazał się plakat reklamujący akcję o nadużywaniu żywienia przez dzieciaczki. Plakat pokazuje uśmiechniętego śmiecia (zapewne punkowca) - dilującego frytkami i kanapkami wśród dzieci z klas 1 - 3.

Projekt - w starej i sprawdzonej estetyce klipartu - podpisał znany i lubiany grafik A. Pągowski ©.
Nie będę się dalej wywodził, rozwodził, bo znowu ktoś poczuje się dotknięty. A nie chcę nikogo dotykać, bo to niehigieniczne.

Zresztą istotą nie jest tutaj samo dzieło, lecz podpis autora. 
Panie, Panowie i Krabiki, pragnę poinformować, iż długość podpisa A. Pągowskiego © osiągnęła oszałamiający rozmiar 53 cm! Tym samym, omawiany uprzednio, Tomasz Miś został wyprzedzony ciupasem aż o 18 cm!

Takę różnicę będzie nizwykle trudno odrobić nie tylko Misiowi, lecz także większości plakacistów młodego pokolenia. 

W każdym razie sytuacja wygląda teraz bardzo ciekawie.. Być może, pojawi się nowy rozgrywający, który pobije rekord - startującego zawsze z pull position - A. Pągowskiego lub Tomasz Miś popracuje trochę nad techniką i ponownie przejmie pałeczkę lidera?


Na mieście, pojawił się co prawda nowy podpis: "projekt: Tadeusz Kazubek"
(na plakacie łudząco podnym do ostatnich clipartów A.P.©), ale już bez mierzenia widać, iż jego długość zostaje daleko poza czołówką.

sobota, 14 sierpnia 2010

Kampania > suplment

Na początek małe dementi.
Po komisyjnym, precyzyjnym (za pomocą droższej linijki) zmierzeniu długości podpisu Projektanta Misia, komisja ustala ostatecznie jego długość na 33, 5 cm. Zwycięzcą nadal pozostaje J. Miś, lecz jego dystans do zajmującego 2 miejsce A. Pągowskiego© zmniejszył się do 55 mm.

Drugie drobne sprostowanie związane jest z wnioskami po lekturze pozostałych plakatów w konkursie o kampanii.
Otóż ocena naszej komisji z grubsza pokrywa się z oceną ich komisji: laury dla Misia są jak najbardziej zasłużone. Brawo! W ten sposób oszczędzono społeczeństwu bardziej ekstremalnych przygód esetetyczno-intelektualnych.
Szkoda, że pyskata komentatorka Anita nie powiedziała dotychczas ani słowa nt. zagadkowego  kontekstu całej kampanii. Być może brawa dla Misia byłyby wtedy głośniejsze. Rozumiem, że to styl  retoryki, który wybrała - typowy dla każdego anonimowgo komentatora - nie pozwala jej na ujawnienie społeczeństwu całej prawdy. Szkoda, bo taki egoizm może poczynić wielkie straty nie tylko Pani znajomościom wśrod bohemy, ale dla wszystkich - właśnie raczkujących - następców Polskiej Szkoły Plagiatu©.

Na deser, slajd z pierwszą społeczną reakcją na omawiany tutaj temat. Reakcja zauważona, gdy komisja zebrała się z okazji linijki.
I żeby nie bylo, ze to ja, bo to nie ja. I moi ludzie raczej też nie.


Moim zdaniem to dobrze, że ten plakat wzbudza takie emocje. Na zwykłych plakatach, nawet na tych zagranicznych, społeczeństwo potrafi jedynie dodać od siebie jakąś lakoniczną swastykę, gwiazdę Dawida lub zamalować zęba modelce. A tutaj mamy pełnozdaniową interakcję! Być może niebawem pojawią się fankluby bezpiecznego niejechania, dyskusje panelowe, pluszowe maskotki itede.. 

To chiba powód do radości, prawda?

Kanałek

 Z cyklu: porozmawiajmy o sztuce krajowej 

Wczorajsze tropienie rozmiarów autorów doprowadziło mnie do podziwiania wystawy stojącej przed urzędem Woli. Sztuka w starym, dobrym stylu, wszystko odrobione do najdrobniejszego detalu, bez zbędnych przekłamań i intrpretacji - i domki, i drzewka, i chmurki a nawet ludziki i zwierzątka. Taka przejrzystość zadowoli nawet najbardziej wybrednego smakosza, z Rezydentem-Komentatorem na czele ;).

Autorami prezentowanych dzieł są A. Ring i B. Tropiło (21 cm, ale należy wziąć pod uwagę, że to suma dwóch członów), którzy sfotografowali obrazy niejakiego B. Canaletta. Zdjęcia prezentują miasto Warszawa w czasach przed zburzeniem jej przez Niemców i mocno kojarzą się z obrazami innego autora - Bernardo Bellotto ps. "Kanałek".

Kanałek, zwany też z włoska przez lingwistycznych snobów "Canaletto", był nadwornym fotografem Stanisława Augusta i utrwalał obrazy metodami tradycyjnymi - farbą na płótnie.

A teraz UWAGA!
Achtung!


Smutna wiadomość jest następująca: Bernardo Belotto z całą pewnością nie żyje bo dawno umarł.

Wesoła zaś: prawdopodobnie żyje jego naśladowca,
ów obfotografowany i wywieszony na płocie B. Canaletto! 

Zagadkowy inicjał "B" może ukrywać typowe polskie imię, np. Bogusław lub Bożydar. Gdyby tylko autor fotografowanych obrazów poszedł nieco dalej
i uwolnił się od pośrednictwa fotografów, skrócił  nazwisko
do chwytliwego "Analetto", mógłby zafurorzyć w klubach gejowskich (np. w "Utopii"), gdzie jego lajfszoły malowania dzisiejszej stolicy oprócz furory zbijałby fortunę. A ponieważ na omawianej wystawie są także fotografie obrazów niejakiego Z. Vogla zwanego "Ptaszkiem"* 
to jako para autorska "Analetto&Ptaszek" byliby nie do przebicia przez inne pary szołmeńskie.
No dobrze, ale co jeśli ktoś zapyta, czy pod literą "B" nie kryje się czasem typowo rodzima Barbara lub Biesia? Wtedy "Kanałek" również mogłaby realizować powyższy scenariusz z "Ptaszkiem"), tyle że w klubach dla przeciętnych tirowców (np. w "Sofii" lub "Kokomo").

Okraszam relację tradycyjnym, polskim slajdem,
Vłala!

fot. Autor zdjęcia ©
fot. Autor zdjęcia ©
fot. Autor zdjęcia ©


Rangę wystawie podnosi fakt, iż jest ona wspierana przez Sztiftung fir Dojcz-Polnisze Zusamenarbajt, partnerują jej Zamek Królewski i miasto Drezno, oraz naklejony wydruk z drukarki z pobliskiego urzędu dzielnicy.

____________
* niestety nie zanotowałem autora fotografii, ani długości jego podpisa.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Kampania


Trudno pojąć bezdenną głębię przekazu kolejnej kampanii społecznej skierowanej do społeczeństwa i za społeczenstwa kasę. Jej sens zaległ gdzieś na głębi dnie. Czy ten plakat ma reklamować pijanych kierowców, czy zachęcać niepijanych do jazdy na bani? Co prawda na samym dole jest uściślenie małą czcionką: "z pijanym nie jadę", ale pogłębia go słowo "bezpiecznie" i dno, od którego niemalże udaje się nam odbić, osuwa się jeszcze bardziej. A może stwierdzenie "Bezpiecznie. Z pijanym nie jadę!" wypowiada firma, ktorej wielkie, niezwykle urodziwe logo stoi obok? Może firma Polnord jest fanem "Marotyńczyka" z Dustinem Hoffmanem?
Tyle pytań, tyle pytań...

Czyli mamy tak: nieortograficzny dowcip rodem z kolonijnych skeczów (poza tym, jaki -- nawet najbardziej ubomblowany pijak -- wymawia "ch"?), defaultową czcionkę, nowatorski złoty podział - 1/3 powierzchni dla prospołecznych sponsorów, 2/3 na plakat właściwy (dotychczas były to ciut mniejsze proporcje), plus - w charakterze wiśenki na torcie - wielkie nazwisko autora. Tu również mamy pewne nowatorstwo:
do niedawna, niepodzielny prym w rozmiarch podpisu wiodła firma A. Pągowski ©, a tutaj niepostrzeżnie mamy nowego lidera - Misia Jacka! (A. Pągowski ma zazwyczaj stojące 28 cm, zaś Miś wyprzedził go
aż o 7 cm, w dodatku leżąc). Dodatkowo, nie jest jasne, czy te 35-centymetrów Misia oznacza, iż namalowal ten plakat? czy tylko hasło jest cytatem z wypowiedzi jego autorstwa...? Może i to, i to?

Plakat jest wynikim konkursu, w którego żiri zasiadali giganci warszawskiego ASP (ostatnie logo z prawej, dolny rządek). No ale to są bardzo weseli ludzie, skłonni do psikusów i żartów, i tak chiba należy odczytać ich werdykt.

Moim zdaniem (moim i moich ludzi), najlepszą do tej pory antyalkoholową kampanią było hasło "Alkohol zagłada Polaków", malowane onegdaj na warszawskich murkach i płotach. Wielki szacunek dla jej anonimowgo autora! (a raczej - siatki autorskiej). Niedawno nasze biuro reklamowe wypuściło zmodyfikowaną wersję zagłady, ale nic nie jest w stanie dorównać oryginałowi..

To tyle zadumy i polemizacji nad plakatem żółtem.

A w wielkim finale jeden z najświeższej urody plakatów firmy Pągowski ©, wraz z podpisem.
Wisiał przed Szpitalem Zakaźnym na Wolskiej.