Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyste. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 grudnia 2015

100 lat kwadrata


Pchnęło w audycję, ponieważ spojrzeliśmy po raz pierwszy wizerunek "Ostatniej wieczerzy futurystów 0,10" (Последней футуристической выставке картин "0,10").
Do tej pory nie widzieliśmy tak fajnie roztańczonego zobrazowania ścian - tylu witalnych znaczków i kreseczków, pozornie chaotycznych, lecz zbiegających z żelazną konsekwencją do narożnego punktu zbiórki pod kwadratowym monitorem.


To chyba również jedna z najbardziej niesamowitych stopklatek, które patrzyliśmy. Druga to ta z dachująca dziewczynką, co ją wciąż chcą sprowadzić na ziemię.


Klatka została zdjęta w 19 grudnia 1915 r. w Piotrogrodzie przy Marsowym Polu 7,
w tzw. Domu Adaminiego (*, w galerii/ "Biurze artystycznym Nadieżdy Dobyczynej" (Художественном бюро Н. Е. Добычиной), drugie piętro, dzwonić 3 razy.

Jednym z wystawianych wtedy artystów był nasz Polak Malewicz Kazimierz (Поляк Kasimir Malevitch). Właśnie wtedy po raz pierwszy uchylił światłu rąbka kwadratowej czerni. I niczym inny rosyjski artysta totalny - Mikołaj Kopernik - zmienił nasz świat bezpowrotnie... - Wstrzymał ruch pędzla i skierował ruch gałek na inną orbitę. Zawdzięczamy mu nie tylko monitoring, modernizm i minimalizm. Bez trójcy czarnego kwadratu, czarnego koła i krzyża nie powstałaby identyfikacja Luftwaffe, swastyka - czyli nadgryziony kwadrat, flaga Szwajcarii oraz gra w krzyż i koło.

Bez "architektonów" nie byłoby urody wielkomiejskich blokowisk. Stworzony przez Malewicza suprematyzm zainspirował najtwardsze umysły; z jego syntezy czerpały "The Black Arts Movement", "Czarne Pantery" czy - po namalowaniu białego kwadratu - ruch "White supremacy". Oprócz tego powstała szansa dla leniwych lub mniej zdolnych artystów: już nie trzeba było się wdawać w czasochłonne detale i wylewać hektolitry farby. Oszczędzony czas i pieniądz można było poświęcić rodzinie, rautom lub wywoływaniu hitlerowskich wojen.


Tak, to prawda. Nasz Malewicz odmalował caaały XX wiek.



______________
* Domeniko Adamini (Доменико Адамини), szwajcarski architekt tworzący w Petersburgu (przełom XVIII/XIX w.) Jednym z jego projektów był budynek przy Marsowym Polu. Bratankiem Dominika był Antonio Adamini (Антонио Адамини), stwórca serii monumentów stawianych przez Mikołaja I po polach bitew 1812 roku. Jeden z nich nadprogramowo trafił do Warszawy i jako pomnik zdobycia Warszawy 1831 (памятник взятия Варшавы 1831 ew. вольский памятник) stanął na Czystem, na Woli (lub na Ochocie, jak kto woli).


Oprócz tego, że malarz Malewicz był Polakiem, niewiele osób wie, iż przez kilka dni był warszawiakiem. W marcu 1927 zatrzymał się w stolicy
i uczestniczył w otwarciu własnej wystawy w hotelu "Polonia". A ponieważ nie każdy warszawiak ma na koncie wystawę, więc dawało to artyście niezaprzeczalny status nadwarszawiaka.
Gdy z kolei podążył torem kolei wiedeńskiej w dalszą podróż do Berlina, z pewnością był też obecny na Woli. Nawet jeśli jechał przez Kalisz, również musiałby (no, musiałby!) zahaczyć o Wolę…

— … i tutaj przenosimy się w tok narracji inspirowany książką p. Artura Nadolskiego pt. "Ordona żywot tragiczny"... —

<narr>
..... zaś z okien pociągu Malewicz obserwował samotny, carski obelisk na Czystem… Co sądził wtedy pod tym spojrzeniem? Czy traktował to jako przewrotną ironię o losach Polaków tułaczących pod betonem Moskala?
Czy raczej obracał kwadratowy los własny, przełamany wystawą w domu Adamina na Marsowym Polu nr 7?… Czy ostry gwizd rozpędzonej lokomotywy przeczuwał mu, iż bez faktu jego śmierci nie zaistniałaby rozpacz Władysława Strzemińskiego, zaś inny artysta z przyszłości - Modzelewski - nie odmalowałby tego w reportażu pt. "Strzemiński opłakujący śmierć Malewicza"?…
Niestety, brak jest źródeł o myśleniu malarza w pociągu..
Lecz być może myślał tak na pewno.
Również nie wiadomo, czy w 1927 roku artysta patrzył na pomnik, czy już tylko na brak pomnika? Bowiem nie ma wiedzy, kiedy dokładnie go rozebrano z ulicy Pomnikowej. Wiadomo za to bezsprzecznie, że obecnie zarówno carskiego obelisku, cara, jak i samej ulicy, od dawna już nie ma.
</narr>


Kazimierz Malewicz, zwany przez rodziców Kaziem, żył trudno i strasznie (1879-1935). Urodził się w Kijowie, tworzył w Petersburgu, kwadrat okazał w Piotrogrodzie. Jedynymi zagranicznymi podróżami, które odbył, to te do Berlina i Warszawy. Jego sztuka była uznana za entartete w ZSRR do lat siedemdziesiątych. Chorował
i głodował. Prześladowany i torturowany przez NKWD. Kiedy wykryto
u niego raka i jedyną szansą był, zorganizowany przez przyjaciół artysty, wyjazd na leczenie na zachód, władze odmówiły mu paszportu. Zmarł niedługo potem w Leningradzie. Pogrzeb odbył się w Moskwie.
Zgodnie z wolą pasażera, jego ciało złożono w sarkofagu - architektonie, ozdobionym symbolami supremacji kwadratu & koła (znak krzyża wyleciał, bo mógł powodować religijne odniesienia). W kondukcie do krematorium wiedziono ciało ciężarówką marki ZiS, z przytwierdzonym na chłodnicy znakiem czarnego kwadratu. Transportacja proszku do miejsca pochówku
(w podmoskiewskiej Niemczynowce) odbyła się wagonem oznakowanym czarnym kwadratem. Na mogile w formie sześcianu widniał był czarny kwadrat. I te de, itd i tak dalej..




Na zdjęcie z "Ostatniej wystawy futurystów" trafiliśmy
19 grudnia, szukając coś w sieci o Dominiku Adaminie
(bo od wieków zamiarujemy wygłosić się w temacie pomnika "wzięcia Woli"), czyli równo 100 lat od premiery czarnego kwadratu.
Tak że metafizyka wchodzi w grę. Sensacyjne echa, powidoki & inkarnacje ciał astralnych.


Przerywamy, bo zrobiło się za dużo literek. Zgodnie z protestami słuchaczy, iż do liternictwa służy literatura, a blogi są od "szybko/krótko + ze dwa zdjęcia".

_____________________
W następnym kwadracie opowiemy o pośmiertnych perypetiach Malewicza - o jego trzech symbolicznych grobach w Rosji i zgłosimy inicjatywę budowy symbolicznej mogiły również w Warszawie.
Bo czemu nie?

czwartek, 19 listopada 2015

PT LXXXIII

Nocami, przemoczona deszczem przemyka się rozbiórka w Al. Prymasa Tysiąclecia 83.


Demontowane są perły Zachodniej Dzielnicy Przemysłowej w wydaniu magazynowym. Szaro-sympatycznie uduchowione facjatą betonowej cegły. Mocno modernizujące, teutońskie. Wychuchane w detalu. Spektakularne, bo kilkuhektarowe i wielokondygnacyjne. 


Zespół z PT prawdopodobnie powstał w 1947 roku na zamówienie PCH
w celach składowania lub - jak większość inwestycji w tym czasie - jako wzorcowa katownia UB. Obłożenie płytkami zimmeritu oraz obecność schronu przeciwatomowego wskazuje również na zastosowania militarne.



To bardzo tajemnicze, pozbawione pocztówek i innych mat. źródłowych miejsce; w tej chwili nie jesteśmy w stanie udzielić się na jego temat szerzej (jak tylko dostaniemy donos, zamieścimy sprostowanie). Możemy ew. puścić slajdem na przechadzkę po terenie sprzed kilku lat.*

Obecnie instaluje się tam Holding z kompleksem 476 nowoczesnych mieszkań i hektarem biurowym.

Aby biurzyło się lepiej.

* Chyba nikogo to nie zainteresuje. Wciąż pamiętamy, jak słuchacze natrząsali się z naszego żalu za industrialnym fenomenem jakim była kładka na ul. Przyce.

środa, 8 maja 2013

Prądzyńskiego 15a

Psykre, bo nitka fantastyczna ciągnąca wsdlus Kolejowej i Prądzyńskego zwana kiedyś "królewską drogą", zaczyna się cywilizować. Wraz z nią wsysstkie jej odnuski — Psyokopowa, Zwrotnicowa, Slawińska, Tunelowa
i Brylowska. To ostatnie podrygi, aby zanurzyć się w tamtejszą zapadłość,
by się nawąchać rzeczywistości równoległej torom do Wiednia, Kalisza.
Wszystko przez bloki tzw. "19 dzielnicy" i Expo hale, które przyniosły na Czyste nowy asfalt i tłum przesiedleńców zza rogatek.

Dzisiaj rzucimy się okiem w końcówkę ul. Prądzyń-
skiego, gdzie kończy właśnie żywot zapadła stulatka
o nrz-e 15a, świadkowa Wolskiego Prowiantowego Zakładu Intendentury*. To obok niej szli ongiś wagony z ziarnkiem ku czterem wielkim elewatorom — tym, które dawały wojsku karmę, tym, które tak malowniczo płonęły na fotografiach z września '39.

Czerwony jest domek,
zielone jest zboże.
(Najlepiej dokonać
własnego satelitarnego
remixu z różnych lat
u źródła).

Ponieważ kilka lat temu w miejsce po spichrzach niemal idealnie wprasowała się jedna z Expo-hal, stojący na przeciwko ostaniec od razu stał się celem niespotykanego szkalunku i szczucia, by finalnie — jesienią przeszłego roku — dostąpić strawienia płomieniem.
Ostatni lokator pomieszkiwał tam, w doklejonej
do pleców budynku norce, aż do zimy. Był to je-
den z typowych dla rejonu panów Edwardów lub Heńków. Miał psa, ogródek, grila, dużo różnych, bardzo pilnych przedmiotów oraz kwit od samego cara, że teren jest jego własnością.
Niestety, niedawno ktoś mu ją doszczętnie spenetrował, okradł, wybebeszył
i obecnie apartament pod nr-em 15a stoi pusty.

Zostały tam tylko te potworne jaja.

____________
* za carskiego wojska: Военное зернохранилище.
________________________
W następnych kolejach będziemy się sukcesywnie spacerować gen. Prądzyńskim w stronę cywilizacji. W przeszłym scyklu: Prądzyńskiego 11/13.


środa, 8 grudnia 2010

Krasnal Jot (typu kolejowego)


Ukłońcie się ładnie krasnalowi.

Krasnal Jot, zasiedla rejon przykolejowy. Jest wieloletnim mieszkańcem,
tak szumnie teraz reklamowanej, 19 Dzielnicy i to na długo przed jej powstaniem. Jest mistrzem survivalu kategorii premium, przy którym formy przetrwalnikowe Kamińskich Marków i Rambo Dżonów to zaledwie szkółka niedzielna.
Jedyne co mu potrzeba do szczęścia to przyjazne śmietniki (czyt. nie zamykane na klucz) i dobra cena za kilogram miedzi (obecnie, wg. średnich notowań giełdy rynku wtórnego to 18 zł/kg). Generalnie, to bardzo zadowolony krasnolud. Krasnolud prawdziwie wolny.


Jeżeli nie natkniecie się na niego w trakcie jego rutynowego obchodu,
to zajrzyjcie do jego norki. Jeśli akurat będzie w domu, to może zaprosi was na pokaz wytapiania izolacji. To najprostsza metoda na rozmontowanie miedzianego kabla. Obecna aura sprzyja teraz ogniskowym klimatom a przy okazji można uwędzić jakiś posiłek.
Nie, i proszę się nie obawiać — J. nie poluje na turystów. Jada tylko zabłąkane, dzikie lokomotywy.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Zbiornictwo


Chwila wytchnienia od spraw krzyżujących, od dziwactwa
i zbieractwa.



Wkładamy maski i gazem pędzimy na Czyste, na ul. Prądzyńskiego, aby rzucić kilka ostatnich spojrzeń na dwa imponujące zbiorniki gazu w ich oryginalnej - XIX-wiecznej postaci. Mają zostać niebawem przerobione
na zbiorniki ludzi - na lofty.
I dobrze. To zdecydowanie lepsza alternatywa, niż przerobienie ich w kupę gruzu (w obowiązujący standart konserwacji zabytków Dzielnicy Zachodniej). Niezwykłe budowle, stracą co prawda swój malowniczy charakter typu: "zagrożenie budowlane wstęp wzbroniony", no, ale coś za coś... a stołeczni foto-ekstremaliści, czy lokalne narkomany mogą sobie przecież łatwo znaleźć nowy stary industrial na przygody.

X     

Garść historii:
Warszawski Zakład Gazowy Nr 2 (na Czystem) powstał w 1888 roku.
Sprawcą byli Niemcy z  Towarzystwa Kontynentalnego w Dessau (ówcześni warszawscy monopoliści - sprawcy także gazowni nr 1 na Powiślu).
Był największą i najnowocześniejszą gazownią rozbiorowej Polski.
Po odzyskaniu niepodległości, Niemcom odebrano możliwość dalszego gazowania i gazowaliśmy się sami. Niemce wróciły w 1939 i tą pauzę odebrali sobie z nawiązką a w 6 lat później my odebraliśmy im to co oni nam
a na dokładkę przy gazowni uruchomiono mini elektrownię.


Kurek z gazem płynącym z wolskich zbiorników zakręcono ostatecznie w 1978 roku, wraz z rezygnacją produkcji gazu ziemnego (w '70 r. z węglowego).
Obecnie Pegienigi zajmują się tylko dystrybucją gazu a kurkiem bawią się daleko stąd, w kierunku przeciwnym do zachodzącego (zazwyczaj) słońca.


Lata siedemdziesiąte to również okres wielkiej czystki: wyburzano zabytkowe budynki, złomowano sprzęt i maszyny. Bohatersko powstrzymał je ówczesny warszawski konserwator i to głównie jemu zawdzięczmy, że jest w ogóle na co teraz rzucać spojrzenia.
W 1977 roku ocalałe zabytki techniki zgromadzono w budynkach d. aparatowni
i tłoczni gazu - w bardzobardzobardzobardzo fajnym muzeum gazowania.
Niestety od jakiegoś czasu Pegienigi robią straszne ceregiele, aby je zwiedzić. Teren na Kasprzaka stał się niemal supertajnym obiektem militarnym (w opinii jego właściciela, oczywiście.. ;)


Oba symbole industrialnego dziedzictwa Woli - rotundy - zostały podarowane fundacji "Warszawa walczy". Fundacja walczyła z różnymi pomysłami na ich wykorzystanie (muzeum, panorama, biura, itede), aż w końcu poległa: metalowe, teleskopowe zbiorniki wewnętrzne spylila na złom (tak ludzie mówią, ja tylko życzliwie donoszę) a ich zewnętrzne, ceglane opakowania sprzedała osobie prywatnej. Osoba zaś zamontowała ciecia z tabliczką "teren prywatny" i czekała aż zbiorniki się zawalą. Straciła cierpliwość po 15 latach czekania, bo nie przewidziała, że cegły od Kazimierza Granzowa są nieśmiertelne.
W końcu osobie zaświtała idea loftów.

Projekty są całkiem fajne. 

X     

Budowa rusza "lada chwila" od jesieni 2009 roku, więc z tym początkowym pośpiechem zbyt się spieszyć raczej nie trzeba.
Bo co nagle to po diable.

X

Czy wiesz, że...?
... że w ogóle to najlepiej po garść historii sięgnąć do Zeszytów wolskich lub specjalistycznych stron zajmujących się odpisywaniem ze źródeł, typu warszawa1939.pl lub madeinwola.waw.pl 


Ponieważ jeszcze nie nadszedła chwila na tradycyjną garść przeźroczy
to w zastępstwie można długo nie wychodzić z podziwu nad gazowymi zdjęciami niejakiego Heihachiego lub Szimiego osiemdziesiątego drugiego.